– Przepisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie określają, w jakiej formie powinno być przeprowadzane referendum strajkowe. Nie widzę przeszkód by organizować je w drodze elektronicznej. Jednak organizator musi pamiętać o tym, by zadbać o formalną stronę tego przedsięwzięcia. Wszyscy pracownicy muszą mieć możliwość oddania głosu. W przeciwnym razie pracodawca może kwestionować referendum strajkowe – mówi profesor Jakub Stelina, kierownik katedry Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego.

Aby pracodawca nie zakwestionował jego wyników, związkowcy zadbali, by każdy pracownik miał tylko jedną możliwość oddania głosu. Jest też sporo czasu na udział w głosowaniu, bo do 10 marca.

Żeby referendum było ważne, musi wziąć w nim udział co najmniej 50 proc. Załogi

– Każdy pracownik firmy przy zatrudnianiu otrzymuje indywidualny numer. Przy logowaniu się trzeba podać imię nazwisko, numer pracownika i adres e-mail, na który wysyłamy hasło do zalogowania się na stronie umożliwiającej głosowanie. W większości zainteresowani piszą z prywatnych skrzynek e-mail w obawie przed pracodawcą, który wywiera presję i namawia, by nie głosować – mówi Przemysław Kowalski, przewodniczący NSZZ Solidarność w JYSK.

Problemem jest też brak współpracy pracodawcy w związku z przeprowadzaniem referendum.

– Wystąpiliśmy do niego, by podał nam numery pracowników. To ułatwiłoby weryfikację tego, kto już zagłosował. Niestety pracodawca odmówił – dodaje Przemysław Kowalski.

Związkowcy potraktowali to jako działanie utrudniające prowadzenie sporu i złożyli zawiadomienie w tej sprawie na policję.

– Pracodawca ma obowiązek współdziałania ze związkiem zawodowym w czasie prowadzenia sporu zbiorowego. Nie może zasłaniać się ochroną danych osobowych i biernie czekać na wynik głosowania. Związek nie prowadzi przecież własnej ewidencji wszystkich pracowników. Więc prośba o list pracowników jest uzasadniona – uważa prof. Jakub Stelina.