Zdaniem ekspertów o tym, że obcokrajowcy, głównie Ukraińcy, chcą u nas pracować, zdecydowało kilka czynników. Podstawowy to potrzeby przedsiębiorców, którzy mają interes w tym, żeby zatrudnić tańszych od Polaków pracowników zza wschodniej granicy. Drugi, nie mniej ważny, to ułatwienia prawne. Procedura ich zatrudniania jest łatwa i tania. Obecnie cudzoziemcy stanowią 0,3 proc. liczby pracujących i zajmują się głównie zbieraniem jabłek i pracami w ogrodnictwie, o których nasi bezrobotni nawet nie chcą słyszeć.

Pewne prawo

Istotnym czynnikiem, który sprzyja zatrudnianiu obcokrajowców, jest też stabilizacja prawa. Od stycznia 2011 roku obowiązuje rozporządzenie, które zniosło limit ważności zezwoleń wydawanych pracownikom z Ukrainy, Białorusi czy Mołdawii.

– To spowodowało prawdziwy boom na takie osoby – mówi dr Maciej Duszczyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

praca

praca

źródło: ShutterStock

Nie ma monitoringu

Niestety dziurawe prawo sprzyja nielegalnej pracy obcokrajowców. Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) i Straż Graniczna nie mają obecnie instrumentów do monitorowania ich dalszych losów po przekroczeniu polskiej granicy. Między innymi dlatego, że firma nie musi ich ani urzędu pracy powiadamiać, czy cudzoziemiec podjął pracę zgodnie z oświadczeniem oraz czy w ogóle do niej nie przyjechał.

Już wkrótce jednak pracodawcy przestaną czuć się tak pewnie. Sejm pracuje nad projektem ustawy o sankcjach dla firm zatrudniających obcokrajowców bez prawa pobytu, czyli nielegalnie. Ci, którzy zdecydują się na takie działanie, muszą liczyć się z karami. Poczynając od trzech lat pozbawienia wolności, na rocznym zakazie brania udziału w przetargach publicznych kończąc. Przedsiębiorca nie zaliczy też do kosztów podatkowych wydatków na pensje i składki ubezpieczeniowe.

– Takie nowe kary nie są naszym, ale unijnym pomysłem zawartym w tzw. dyrektywie Frattiniego, którą Polska musi ją wdrożyć – mówi prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

W niewielkim stopniu na wzrost liczby pracujących cudzoziemców będzie także miała wpływ abolicja, która obowiązuje od początku stycznia 2012 roku. Na razie skorzystało z niej 2,3 tys. osób.