Studia podyplomowe z zakresu zamówień publicznych ma uruchomić 7 dużych uczelni w porozumieniu z Urzędem Zamówień Publicznych. Kwalifikacje będzie tam mogło podnosić ponad 13 tys. osób przygotowujących przetargi.
Publikacja: 18 listopada 2011, 06:04 Aktualizacja: 18 listopada 2011, 08:19
źródło: ShutterStock
Szkolenie
Naszą ideą jest to, by w każdym województwie była jedna uczelnia realizująca studia według opracowanego wzorcowego programu – mówi Jacek Sadowy, prezes UZP.
Te uczelnie to warszawska SGH, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, uniwersytety: gdański, łódzki, wrocławski i Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz lubelski UMCS. Nauka trwałaby dwa lata.
Podniesienie poziomu kwalifikacji zamawiających ma zmniejszyć liczbę odwołań od procedur przetargowych. W ubiegłym roku w Polsce ogłoszono około 200 tys. konkursów w trybie zamówień publicznych, na ich realizację wydano około 167 mld zł. Takie zamówienia to bardzo ważny instrument w wydawaniu państwowych pieniędzy, ale też niezwykle skomplikowany. W procedurach gubią się samorządy, które odpowiadają za 40 proc. ogłaszanych konkursów. Urzędnicze błędy oznaczają kary, wydłużony czas realizacji inwestycji, a niekiedy wręcz konieczność rozwiązania umowy i stratę wielomilionowych dotacji.
Samorządy gubią się w procedurach przetargowych
– Największym problemem systemu zamówień jest nieuzasadnione odstępowanie przez zamawiających od obowiązku stosowania procedur otwartych i gwarantujących wszystkim potencjalnym wykonawcom dostęp do zamówień publicznych. Wprawdzie ostatnie zmiany w prawie przynoszą tu istotne dobre efekty (ponad 80 proc. postępowań prowadzonych jest w procedurach otwartych), ale nadal ryzyko nieprawidłowości jest tu duże – podkreśla Sadowy.
W „DGP” opisywaliśmy przypadek gminy Olecko (woj. warmińsko-mazurskie), która wskutek błędu urzędniczego przy rozpisywaniu przetargu na budowę hali widowiskowo-sportowej musiała zwrócić 209 tys. zł dofinansowania za 2010 r., a dotacja na ten i przyszły rok zostanie uszczuplona o blisko pół miliona złotych.
– Problemem urzędników jest to, że zbyt często jako jedyne kryterium wyboru ustalają cenę, a z drugiej strony zbyt dokładnie opisują przedmiot czy usługę, którą chcą za nią nabyć – wskazuje Sadowy.
Kilka tygodni temu media informowały, że przetarg na limuzynę dla prezydenta Torunia był rozpisany tak, by wygrać mógł tylko jeden model samochodu. W opisie zawarte były informacje dotyczące liczby lampek do czytania, tego, ile ramion ma mieć kierownica, a także szczegółowy opis radia. W specyfikacji urzędnicy użyli nawet charakterystycznych nazw i określeń z katalogu producenta.
– Gdyby urzędnicy częściej sięgali po inne niż cenowe kryteria oceny ofert, np. jakość, a zamówienie przetargowe uwzględniało jedynie pewne minima jakościowe, procedury byłyby bardziej konkurencyjne – podpowiada Sadowy.
Zarówno eksperci zajmujący się zamówieniami publicznymi, jak i samorządowcy wskazują na jeszcze jeden aspekt. Ich zdaniem powinna zostać zbudowana centralna baza dotycząca przetargów, która zbierałaby wszystkie dane dotyczące zamówień publicznych.
Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich mówi, że analiza zamówień publicznych w skali makro rzuciłaby nowe światło na problem samorządowych przetargów.
– Teraz o unieważnionym przetargu informujemy oferentów na stronach internetowych urzędu – mówi Sławomir Bykowski, burmistrz Radziejowa (woj. kujawsko-pomorskie). Przyznaje, że centralna ewidencja dotycząca unieważnionych przetargów pomogłaby np. na szerszą skalę wskazać, w jakim regionie konieczne jest podnoszenie kwalifikacji urzędników, czy nawet wychwycić zjawiska korupcyjne (gdy jedna firma wygrywa ciągle przetargi nie w jednej, ale kilkunastu gminach). – Na pewno takie statystyki by nie zaszkodziły, a wręcz nas wszystkich zdyscyplinowały – uważa burmistrz.
Według danych Komisji Europejskiej Polska jest drugim krajem co do liczby składanych zamówień publicznych według norm unijnych. I piątym pod względem kwoty wydanych w ten sposób pieniędzy.
KOMENTARZ PRAWNY
Dorota Malanowska, Kancelaria Malanowski i Wspólnicy
Zgodnie z ustawą – Prawo zamówień publicznych prezes UZP udostępnia na stronie internetowej wykaz wykonawców, którzy wyrządzili szkodę, nie wykonując zamówienia lub wykonując je nienależycie. Jednakże z ustawy nie wynika obowiązek prowadzenia żadnych innych wykazów. Nie ma więc jakiegokolwiek wykazu, w którym znajdowałyby się inne dane dotyczące przetargów, np. o unieważnionych postępowaniach czy przyczynach ich unieważnienia. Stworzenie rejestru zawierającego pełne dane ułatwiałoby ocenę działalności nie tylko wykonawców, ale też zamawiających. To wpływałoby korzystnie na przejrzystość procedur. Ponadto taki rejestr przedstawiałby istotną wiedzę o funkcjonowaniu poszczególnych zamawiających, którzy w ten sposób sami mogliby porównywać swoją działalność do innych podmiotów.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: mgr inż. z IP: 188.33.96.* (2011-11-19 18:55)
Najpierw były studia podyplomowe z zakresu funduszy unijnych. Fundusze się kończą to nie ma pobytu na studia podyplomowe z tzw unii to trzeba coś nowego wymyślić i ściągać kasę z studentów więc ktoś wpadł na pomysł dot. zamówień publicznych. Porobiło się kierunków dość dużej ilości i tylko z tego papierek jest nic więcej. Przykład studia podyplomowe z "Bezpieczeństwa Narodowego" są tyle warte na rynku pracy co licencja ochroniarska I stopnia, którą może mieć osoba po zawodówce. Teraz to trzeba takie studia robić, które przyniosą określone pieniążki a nie na zasadzie zbierania papierków, które można włożyć w ramki i dawać komuś zarobić darmową kasę najlepiej jakiemuś dr hab. lub prof. Ostatnio nawet pokazały się kierunki studiów podyplomowych z serii "Informatyka dla sekretarek" czysty absurd.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych daruje właścicielom firm niektóre zaległości. Wnioski o umorzenie powinni móc składać także wspólnicy spółki.