Firma miała trudności finansowe i rozważała likwidację działalności gospodarczej. Pracownicę informowano o podjęciu decyzji o jej zwolnieniu. Strony umówiły się, że będzie pozostawać w zatrudnieniu do czerwca 2009 r. Jednak przed tym zwolnieniem podwładna zachorowała. Firma trzykrotnie wysyła jej wypowiedzenie. W ostatnim piśmie z 15 lipca 2009 r. rozwiązała z pracownicą umowę o pracę z zachowaniem jednomiesięcznego okresu wypowiedzenia w związku z zaprzestaniem wykonywania działalności gospodarczej, co oznaczało likwidację pracodawcy. To oświadczenie zainteresowana odebrała jednak dopiero 3 sierpnia 2009 r.

Od wypowiedzenia odwoła się do sadu I instancji. Ten ustalił, że trzecie wypowiedzenie było skuteczne, gdyż dwa pierwsze przed doręczeniem przez pocztę zostały cofnięte przez firmę. Ponadto uznał, że jednomiesięczny okres rozwiązania umowy naruszał przepisy, gdyż zwolniona była zatrudniona dłużej niż trzy lata i stąd konieczny był trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Ponieważ pismo w tej sprawie zostało odebrane w sierpniu, to okres ten zaczął biec od 1 września 2009 r.

7 dni ma pracownik na odwołanie się od wypowiedzenia

Sąd wskazał też, że skoro osoba fizyczna rozwiązała stosunek pracy z ostatnim pracownikiem, to przestała być podmiotem zatrudniającym i należy uznać, że została zlikwidowana jako pracodawca. Z tej przyczyny wypowiedzenie było uzasadnione i nie naruszało przepisów o ochronie zatrudnienia. Sąd oddalił pozew zwolnionej.

Sprawa trafiła więc do sądu II instancji. Ten uznał, że pierwsze, a nie trzecie wypowiedzenie było skuteczne, bo po dwukrotnym nieodebraniu awiza trzeba domniemywać, że wypowiedzenie było skuteczne. Zwolniona nie udowodniła, że nie mogła zapoznać się z tymi pismami. Przyznał jednak, że pierwsze wypowiedzenie, zgodnie z kodeksem pracy, powinno przewidywać dwumiesięczny okres wypowiedzenia, a nie miesięczny. Zasądził więc na jej rzecz 2,2 tys. zł odszkodowania.

Zwolniona złożyła jednak skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego (SN). Wskazała w niej, że odszkodowanie za bezprawne wypowiedzenie umowy powinno wynieść co najmniej 6,6 tys. zł, czyli równowartość trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, bo po jego upływie jej staż pracy przekraczał trzy lata.

SN uznał, że zarzut naruszenia art. 36 par. 1 pkt 2 i 3 k.p. jest zasadny. Podkreślił, że staż zatrudnienia, od którego zależy okres wypowiedzenia, trwa do końca rozwiązania umowy, a nie do dnia jego rozpoczęcia. Firma zatrudniała pracownicę od 1 sierpnia 2006 r., a w wyniku ustalenia, że wypowiedzenie umowy o pracę zostało doręczone w lipcu 2009 r., to powinno ono być trzymiesięczne, a nie jednomiesięczne. Ponadto zasadność z każdego z wypowiedzeń powinna być oceniona przez sądy. SN uchylił skargę kasacyjną.

Wyrok Sądu Najwyższego z 6 lipca 2011 r., sygn. akt II PK 12/11.