Skorzysta na tym 890 tys. pracowników, z czego dwie trzecie to kobiety. Zwyżka o 2,5 proc. jest znacznie poniżej stopy inflacji, w sierpniu br. na poziomie 4,5 proc. w ujęciu rocznym. Realny poziom płac spada w W. Brytanii od pewnego czasu.

Komisja ds. niskich płac LPC (Low Pay Commission), ustalająca poziom płacy minimum ocenia, iż na zwyżce skorzystają finanse publiczne, ponieważ przychody z podatków przyrosną o 230 mln funtów rocznie. Wzrośnie też fundusz ubezpieczenia społecznego i zmniejszą się koszty świadczeń socjalnych.

Sekretarz generalny centrali związkowej TUC Brendan Barber zauważa, iż "cięcia usług publicznych i świadczeń socjalnych uderzają najmocniej w grupę pracowników opłacanych najniżej (ang. working poor) i nie chronią jej przed spadkiem poziomu życia". Związki zawodowe apelują do LPC, by była śmielsza i ustaliła ustawowe minimum płacowe na poziomie 8 funtów na godzinę. Tyle, ich zdaniem, powinna wynosić ustawowa płaca minimum zapewniająca godziwy standard życia.

Z kolei pracodawcy krytykują zwyżkę argumentując, że jest hamulcem w tworzeniu nowych miejsc pracy. Prezes Brytyjskich Izb Handlowych David Frost uznał, że zwyżka jest "niewłaściwa", w szczególności nie przyczyni się do rozwiązania palącego problemu bezrobocia wśród młodzieży. Blisko 1 mln osób spośród 2,5 mln bezrobotnych to młodzież w wieku 16-24 lat.

Dla osób w wieku 18-20 lat godzinowa płaca minimum wzrasta od soboty do 4,98 funta (z 4,92), a dla pracowników w wieku 16-17 lat do 3,68 funta (z 3,64). Od soboty w W. Brytanii wchodzą też w życie unijne przepisy zwiększające prawa pracowników zatrudnionych pośrednio przez agencję (ang. agency workers) i na umowach zawartych na z góry określony czas (temporary workers).

Po przepracowaniu 12 tygodni obie kategorie pracowników, w zakresie prawa do płacy i świadczeń pracowniczych będą traktowani tak samo, jak pracownicy zatrudnieni przez pracodawcę bezpośrednio. Nie mogą np. mieć krótszych przerw na odpoczynek, niższej płacy, ani być pozbawieni prawa do urlopu.

Rozwiązania te krytykowali pracodawcy argumentując, iż zwiększa im to koszty zatrudnienia o ok. 1,8 mld funtów rocznie i szkodzi konkurencyjności gospodarki.