Z rządowego programu dofinansowania do zakupu podręczników mogą skorzystać nie tylko te rodziny, których dochody nie przekraczają 351 zł w przeliczeniu na jednego jej członka. Refundacja przysługuje też tym rodzinom, które je przekroczą. Jednak liczba uczniów objętych taką dodatkową pomocą nie może przekraczać 10 proc. ogółu dzieci zakwalifikowanych przez gminy do programu.

Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika jednak, że w ubiegłym roku samorządy wykorzystały zaledwie jedną trzecią pieniędzy, którą mogły przeznaczyć na dodatkowe wyprawki. Środki, które nie zostały wydane (łącznie na dofinansowanie było zaplanowanych 103,3 mln zł) zostały w budżecie. Podobnie może być i w tym roku.

– Z pierwszych danych, które uzyskaliśmy od gmin w maju, wynika, że zgłoszonych zostało około 50 proc. dzieci, które nie spełniają kryterium dochodowego, a mogą otrzymać pomoc – mówi Anna Wietrzyk, rzecznik Kuratorium Oświaty w Katowicach.

Dodaje, że aby uniknąć niewykorzystania pieniędzy, do wszystkich gmin skierowane zostały pisma. Wskazane zostały w nich też przypadki, które uprawniają do przyznania dofinansowania. Jest to związane z tym, że zgodnie z zasadami programu rodziny, które osiągają wyższe dochody niż przyjęty próg dochodowy, muszą też znajdować się w trudnej sytuacji z powodów określonych w art. 7 ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej (t.j Dz.U. z 2009 nr 175 poz. 1362 z późn. zm.). Należy do nich m.in. ubóstwo, zdarzenie losowe i bezrobocie rodzica.

Samorządy jako winnych sytuacji wskazują dyrektorów szkół.

– To oni wskazują uczniów, którym należy się dodatkowa wyprawka, i wydają decyzje o przyznaniu im dofinansowania – mówi Marta Grabczyńska, naczelnik wydziału edukacji, kultury i spraw społecznych Urzędu Miasta w Białogardzie.

Tłumaczy, że dyrektorzy mają najlepsze rozeznanie dotyczące sytuacji rodzinnej i materialnej uczniów. Rola samorządów ogranicza się do poinformowania ich i rodziców o możliwości uzyskania pomocy z budżetu.