Okazało się też, że postęp technologiczny w biznesie jest tak szybki, że uczące w tradycyjnym systemie uczelnie wypuszczają na rynek absolwentów nieprzydatnych dla firm.

Dlatego coraz więcej z nich – m.in. Adamed, Velux, Agros-Nowa, Software Mind czy ING Bank Śląski – przygotowuje programy stażowe. Absolwenci, by dostać się na 3-6-miesięczny staż, przechodzą ostrą rekrutację. Potem trafiają do działów, gdzie pod kontrolą doświadczonych pracowników wykonują różne zadania: np. w finansowym przygotowują bilans firmy, a w produkcyjnym uczą się obsługiwać nowoczesne maszyny. – Dzisiejsze programy nie mają nic wspólnego z parzeniem kawy – zapewnia Monika Zakrzewska z PKPP Lewiatan.

Wiele przedsiębiorstw, aby zapewnić sobie dobrze wykształconych pracowników, nawiązuje także współpracę z wyższymi uczelniami: uczestniczą w pisaniu programów studiów, prowadzą warsztaty szkoleniowe. Np. Infosys, międzynarodowy koncern świadczący usługi finansowe, w tym roku przyjął na staż ok. 20 osób, które studiują na Uniwersytecie Łódzkim i Politechnice Łódzkiej. – Najlepsi na pewno będą mieli pracę – mówi Magdalena Jóźwiak z działu rekrutacji.

To zachodnie firmy, takiej jak Ernst & Young, Samsung czy Motorola, jako pierwsze wprowadziły u nas własne systemy stażowe i zaczęły współpracę z uczelniami.

Co ciekawe, większość firm oferuje praktykantom całkiem przyzwoite pieniądze. Najniższe wynagrodzenie to 1,4 tys. zł, a najwyższe ok. 4 tys. zł. To nowy trend, spowodowany m.in. nadchodzącym niżem demograficznym. Liczba studentów, która do tej pory rosła, teraz zaczyna maleć. Zgodnie z prognozami OECD do 2020 r. w Polsce spadnie nawet o 40 proc.

– Oznacza to, że w najbliższych latach zaostrzy się rywalizacja firm o najlepszych absolwentów – tłumaczy Marta Piasecka, kierownik Biura Karier Uniwersytetu Warszawskiego. – Pracodawcy będą musieli włożyć więcej wysiłku w organizowanie stażu i pracy – dodaje.