To dużo gorzej niż przed rokiem, kiedy wskaźnik ten osiągnął poziom 42,5 proc. Co gorsza, ich liczba maleje tylko nieznacznie w porównaniu z tym, w jakim tempie ubywa innych bezrobotnych. Od stycznia do końca maja z rejestrów urzędów pracy zniknęło ponad 142 tys. osób. Z tej liczby zaledwie 7,5 tys. to długotrwale bezrobotni.

Ochrona, która wyklucza

Zdaniem ekspertów sytuację tych osób, oprócz tego, że często mają one niskie kwalifikacje, pogarszają także obowiązujące przepisy. Te, które nie sprzyjają elastyczności na rynku pracy. – Pracodawcy niechętnie je zatrudniają, bo nie wiedzą, czy się sprawdzą na stanowisku, czy nie straciły swoich kwalifikacji – podkreśla prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego. A, jak tłumaczy, zwolnić pracownika w Polsce jest niełatwą sztuką, więc wolą nie ryzykować.

Do utrzymywania się dużej liczby osób długotrwale bezrobotnych przyczynia się także 4-letni okres ochronny przed zwolnieniem starszych osób. To one, jak wynika z danych, są szczególnie narażone na długotrwałe bezrobocie. Pracodawcy nie chcą ich zatrudniać, bo obawiają się, że jeśli pogorszy się koniunktura, to nie będą mogli ich zwolnić.

Dyplom dla pośredniaka

– Wśród długotrwale bezrobotnych jest też pewna grupa osób, która wcale nie jest zainteresowana podjęciem legalnej pracy. Część z nich rejestruje się tylko po to, aby uzyskać ubezpieczenie zdrowotne, a zarabia w szarej strefie – wskazuje prof. Tomasz Panek z SGH.

Dodaje, że do wzrostu bezrobocia przyczynia się także niedostosowany do potrzeb rynku pracy system edukacji. – Na przykład pracowników od marketingu czy zarządzania jest już tylu, że wystarczy ich na najbliższe 20 lat, a mimo to wciąż przybywa osób z dyplomami poświadczającymi tego rodzaju kwalifikacje – podkreśla Panek. Stąd młodzi w wielu 25 – 34 lata to najliczniejsza grupa wśród osób przewlekle pozostających bez pracy.

Jest też wiele osób, które po przedłużającym się okresie bezrobocia przestają poszukiwać pracy. – Są one wyjałowione psychicznie. Przyjmują rolę ofiary, od której nic nie zależy. Oskarżają cały świat o niepowodzenia na rynku pracy – twierdzi Jacek Santorski, psycholog biznesu.

Mniej na aktywizację

Eksperci są zgodni, że długotrwale bezrobotni powinni być objęci indywidualnymi programami aktywizacji zawodowej. Do tej pory takie osoby często brały udział w robotach publicznych czy pracach interwencyjnych. W tym roku nie ma jednak na to pieniędzy. – Urzędy pracy nie mają już ani grosza na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu – mówi Jerzy Bartnicki, przewodniczący Ogólnopolskiego Forum Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy. W tym roku radykalnie obcięto środki na aktywizację: Fundusz Pracy wyda na nią tylko 3,2 mld zł – to aż o 54 proc. mniej niż w 2010 r.

Perspektywy nie są więc dobre. Zmniejszeniu liczby długotrwale bezrobotnych nie sprzyja także to – co podkreśla prof. Sztanderska – że nie ma gruntownych badań pozwalających zdiagnozować to zjawisko w Polsce. A do walki z nim kopiuje się środki wykorzystywane w innych krajach, choć mogą być one nieadekwatne do naszej rzeczywistości.

Kwadrans dla bezrobotnego

Prof. Mieczysław Kabaj | Instytut Pracy i Spraw Socjalnych

Długotrwałe bezrobocie wynika z sytuacji na rynku pracy. Im trudniejsza, tym więcej osób szuka etatu ponad rok. Liczba osób długotrwale bezrobotnych jest dziś mniejsza niż w latach 2001 – 2004, kiedy przekraczała 1,5 mln, ale nadal wysoka. Mało jest ofert zatrudnienia. Ponadto urzędy pracy robią niewiele, aby tę niekorzystną sytuację zmienić. Długotrwale bezrobotni wymagają indywidualnego podejścia do ich problemów na rynku pracy, dla każdego z nich powinna być przygotowana odpowiednia ścieżka aktywizacji zawodowej. Tymczasem z naszych ostatnich badań wynika, że jednej osobie poświęca się w urzędzie pracy przeciętnie 15 minut, podczas których trudno znaleźć sensowne rozwiązanie. Tymczasem problem narasta, bo długotrwale bezrobotni z każdym miesiącem tracą kwalifikacje, zniechęcają się do poszukiwania pracy, ogarnia ich apatia. Tracą na tym także ich rodziny, bo brakuje im często środków na utrzymanie.