– Obecnie uczelnia jest zobowiązana wypłacać pensje nauczycielowi akademickiemu przez cały okres usprawiedliwionej nieobecności w pracy – mówi Mariola Michalska, kierownik działu płac z Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach.

Taki obowiązek nakłada na nie ustawa z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365 z późn. zm.). Zgodnie z przepisami to szkoła wyższa musi wpłacać 100 proc. wynagrodzenia nauczycielowi akademickiemu przez cały okres przebywania na urlopie macierzyńskim. A skoro pracodawca wypłaca pensje, to ZUS zwolniony jest z płacenia zasiłku macierzyńskiego. Ta sama zasada dotyczy zasiłku opiekuńczego.

To ma się jednak zmienić od 1 października, gdy w życie wejdą znowelizowane przepisy wyżej wymienionej ustawy. Pensje, które przysługują nauczycielom akademickim za czas urlopu macierzyńskiego, sprawowania opieki czy choroby, zacznie wypłacać ZUS.

Obecnie obowiązujące przepisy krytykują uczelnie. Obowiązek z nich wynikający oznacza dla szkół dodatkowe obciążenia finansowe. Na przykład na Uniwersytecie Jagiellońskim średnie zarobki osoby zatrudnionej na stanowisku docenta wynoszą 4,7 tys. zł miesięcznie.

Uczelnie publiczne opłacają je ze środków budżetowych. W gorszej sytuacji są szkoły prywatne, które nie otrzymują żadnych publicznych pieniędzy na ten cel.

– Mimo że płacimy składki do ZUS za nauczycieli, to musieliśmy wypłacać zasiłki z funduszu uczelni, czyli w rzeczywistości są one opłacane z pieniędzy naszych studentów. To dla nas podwójne obciążenie – tłumaczy prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

W październiku dotychczasowe obowiązki uczelni przejmie ZUS. Nowe przepisy obejmą również te przypadki, gdy okres niezdolności do pracy lub innej usprawiedliwionej nieobecności w pracy zaczął biec przed 1 października i nadal trwa.