Już 3 lata temu Najwyższa Izba Kontroli (NIK) wezwała rząd do zmiany zasad awansu zawodowego nauczycieli. Ten do tej pory niewiele w tej sprawie zrobił. Jedyne działanie, jakie podjął, czyli przygotowanie tzw. karty 2, utknęło w martwym punkcie. Od kontroli NIK liczba nauczycieli z najwyższymi stopniami awansu wzrosła więc do 82 proc. To oznacza, że rzesza prawie pół miliona pedagogów ma zagwarantowaną stałą pracę i brak motywacji do dalszego kształcenia.

Egzamin to formalność

„DGP” postanowił sprawdzić, czy od ostatniego raportu NIK (2008 r.) uszczelniono system zdobywania przez pedagogów statusu nauczycieli mianowanych i dyplomowanych.

O takie dane zwróciliśmy się do 16 kuratorów oświaty, gdzie przeprowadzane jest postępowanie kwalifikacyjne na stopień nauczyciela dyplomowanego oraz do 20 gmin, które z kolei organizują egzamin na nauczyciela mianowanego.

W województwie lubelskim na 1767 osób przystępujących do egzaminów na stopień nauczyciela dyplomowanego nie zdały zaledwie 4. Tyle samo spośród 1076 osób na stopień mianowanego. Z kolei w mazowieckim na 2818 osób ubiegających się o status nauczyciela dyplomowanego nie zdało 17. Natomiast w woj. podkarpackim na 1643 osoby tylko 10 otrzymało negatywną ocenę dla stopnia nauczyciela dyplomowanego. W tym samym województwie egzaminu na nauczyciela mianowanego nie zaliczyły dwie osoby z 1003 przystępujących.

Z kolei 100-proc. zdawalność jest w województwie świętokrzyskim. Tam do postępowania kwalifikacyjnego przystąpiło 1014 osób i tyle samo zaliczyło egzamin. Podobnie jest też w Gdyni.

Zły system

Po zebraniu tych danych zapytaliśmy więc MEN, dlaczego nie zmienia systemu, skoro ten nie funkcjonuje. Co więcej, nie jest też, jak to wskazywał NIK, powiązany z rozwojem i jakością nauczania w szkołach.

W odpowiedzi udzielonej „DGP” resort napisał, że obszar statusu zawodowego nauczycieli jest sferą niezwykle społecznie wrażliwą, a zbyt szybkie zmiany łatwo wywołują poczucie destabilizacji w środowiskach oświatowych. W efekcie po trzech latach z systemem awansu nauczycieli nie zrobiono nic.

– Dane zebrane przez „DGP” pokazują, że egzamin i postępowanie są fikcją, polegającą wyłącznie na gromadzeniu w teczkach dokumentów i opowiedzeniu przed komisją o swojej pracy – mówi Edmund Wittbrodt, senator i były wiceminister edukacji narodowej.