zaloguj się do e-DGP
statystyki

Szefowie urzędów marszałkowskich chętnie zatrudniają asystentów i doradców

skomentuj

Od ostatnich wyborów samorządowych w urzędach miast i marszałkowskich znacznie wzrosła liczba asystentów i doradców. W większości z nich osiągnęła maksymalny pułap ustalony przez przepisy.

Obowiązująca od 2,5 roku ustawa o pracownikach samorządowych umożliwiła kierownikom urzędów zatrudnianie asystentów i doradców. Procedura naboru tych osób jest prosta. W praktyce marszałek czy prezydent miasta na czas swojej kadencji może ich zatrudnić z dnia na dzień bez konkursu.

Jak sprawdziliśmy, w niektórych dużych miastach i urzędach marszałkowskich z takiej możliwości korzystano już w poprzedniej kadencji. Ale obecnie liczba tego typu pracowników wzrosła do górnego limitu wynikającego z ustawy.

Zgodnie z nią liczba zatrudnionych doradców i asystentów nie może przekroczyć trzech osób w gminie do 20 tys. mieszkańców. Z kolei w gminie do 100 tys. mieszkańców i w powiatach maksymalnie może być ich pięciu. Najwięcej, bo aż siedmiu, można zatrudnić w dużych miastach i województwach.

Z tego maksymalnego pułapu skorzystał m.in. urząd marszałkowski województwa wielkopolskiego, który obecnie zatrudnia sześciu asystentów i jednego doradcę. W poprzedniej kadencji było o jednego asystenta mniej. Podobna sytuacja jest w urzędzie marszałkowskim województwa świętokrzyskiego. W poprzedniej kadencji urząd na tych stanowiskach zatrudniał o trzy osoby mniej.

– Od asystenta wymaga się zaledwie wykształcenia średniego. Natomiast doradcy muszą mieć ukończoną szkołę wyższą. Stąd też większa liczba tych pierwszych – mówi dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Inaczej jest w małych miejscowościach. Tam stanowiska doradców i asystentów prawie w ogóle nie są tworzone.

– Jeśli mamy dodatkowe środki z budżetu na etaty, to tworzymy stanowiska merytoryczne – mówi Zbigniew Mackiewicz, zastępca wójta i sekretarz gminy Suwałki.

W takiej sytuacji nie dziwią więc pomysły polityków, żeby w ogóle zlikwidować stanowiska asystentów i doradców. Taką propozycje przedstawił klub Lewicy.

– Te stanowiska są powierzane osobom często niekompetentnym do pracy w urzędzie, ale zasłużonym w kampanii wyborczej – mówi Witold Gintowt-Dziewałtowski, członek rady służby cywilnej, poseł Lewicy.

Minimalne wynagrodzenie zasadnicze dla asystenta wynosi 1450 zł. Z kolei pensja doradcy jest wyższa o 550 zł. Trzeba jednak pamiętać, że każda gmina tak jak w przypadku innych pracowników zatrudnianych na umowę o pracę może dowolnie określić maksymalne zarobki na tych stanowiskach.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter