Firmy podchodzą do nich ostrożnie, a zainteresowanie klientów też nie jest zbyt duże, bo polisy lekowe sprzedawane są do pakietów polis na zdrowie. A te kupują zwykle ci, którzy jeszcze ze zdrowiem nie mają zbyt dużych problemów.

Zwrot kosztów

Polisy lekowe ma w ofercie garstka firm. I tak jak to jest na całym świecie, koncentrują się one na dopłatach tylko do leków recepturowych, i to takich, które są w części refundowane.

Oferuje je m.in. Towarzystwo Ubezpieczeniowe Inter Polska. W ramach ubezpieczenia klient może otrzymać zwrot kosztów leków – odpowiednio 500 lub 700 zł w ciągu roku – w zależności od wysokości składki. Zainteresowanie tym produktem rośnie, a wybierają go głównie rodziny z dziećmi. Z refundacji kosztów leków korzysta około 15 proc. klientów posiadających wybrane polisy zdrowotne i w większości przypadków wykorzystują przyznane im limity.

Z kolei PZU Życie polisy lekowe ma jako dodatek nie do ubezpieczeń zdrowotnych, lecz do ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kupowanych produktów ochronnych. Choć bierze pod uwagę poszerzenie oferty. W ubezpieczeniu grupowym świadczenia związane z lekami dotyczą od 200 do 500 zł rocznie. W indywidualnie kontynuowanych, od 100 do 1000 zł. Klient w razie zdarzenia objętego ochroną dostaje specjalną kartę uprawniającą do darmowego odbioru leków oraz innych produktów dostępnych w wybranych aptekach sieci Dbam o Zdrowie do wysokości przyznanego świadczenia.

PZU wiąże spore nadzieje z ustawą dotyczącą polis zdrowotnych. – W ramach dodatkowego ubezpieczenia pacjent będzie też mógł liczyć m.in. na refundację leków z tzw. wyższej półki bądź środków dotychczas nieobjętych refundacją przez NFZ – mówi Przemysław Mazurek, szef Biura Ubezpieczeń Zdrowotnych w PZU Życie.

Polisy lekowe wprowadzić chce też Medica Polska, choć najwcześniej w lipcu. – Będzie to dodatek do sprzedawanych przez nas polis zdrowotnych – mówi prezes Xenia Kruszewska. Firma rozważa dwie opcje: refundację do limitu i bez limitu, ale zawsze tylko leków przepisanych na receptę.

Pomoc od rządu?

Do kupowania polis na zdrowie, w tym z lekowym dodatkiem, zachęcić chce rząd. Resort zdrowia chciałby dla nich odliczeń w PIT. W najbliższych latach nie ma jednak co na to liczyć, przynajmniej dopóki nie zdusimy deficytu finansów publicznych. Oszczędności mogą mieć jednak i korzystną dla ubezpieczycieli stronę. Im mniejsza refundacja, tym bardziej klienci mogą szukać bezpieczeństwa w produktach firm ubezpieczeniowych.

Ustawa refundacyjna, krytykowana przez większość ekspertów, może mieć więc zalety dla ubezpieczycieli. Już grudniowa zmiana na liście leków refundowanych, dzięki której miały być one tańsze, spowodowała, że dopłaty pacjentów wzrosły z około 33 do 35 proc. (Światowa Organizacja Zdrowia poziom powyżej 25 proc. uznaje za niebezpieczny dla pacjentów). A ustawa refundacyjna zdaniem ekspertów to zjawisko nasili. Na dodatek będą musiały zniknąć np. karty rabatowe.

Można też sobie wyobrazić, że docelowo sprytnie skonstruowana polisa, np. dla cukrzyków, może dać firmom sposób na rabatowanie leków tak, że z pominięciem refundacji będą one tańsze niż w aptece. Poza tym wiele terapii, zwłaszcza innowacyjnych, pozostaje całkiem poza refundacją.

Na rynkach, gdzie polisy lekowe są popularne (np. Francja), zakłady podpisują wręcz umowy z aptekami. – Wówczas polisa działa nie na zasadzie zwrotu poniesionych kosztów, lecz na zasadzie świadczeń rzeczowych – lek jest bezpłatnie wydawany na postawie polisy oraz podpisu ubezpieczającego, zaś koszt leku pokrywany przez zakład ubezpieczeń bezpośrednio na konto apteki – mówi dr Barbara Więckowska z SGH.

Kiedy rynek polis lekowych się rozwinie? Zdaniem Pawła Kalbarczyka, przewodniczącego Komisji Ubezpieczeń Zdrowotnych i Wypadkowych Polskiej Izby Ubezpieczeń, problem leży w skali. – By polisy były tanie, muszą być masowe – mówi wprost. I wskazuje, że tam, gdzie uchwalono dogodne dla polis przepisy, udało się zbudować spore rynki. Jak we Francji, gdzie połowa dopłat pacjentów do zakupu leków pokrywana jest z ich polis.