– Pieniądze na subkonta trafią po tej dacie. Nie można więc waloryzować czegoś, czego nie ma – tłumaczy Paweł Pelc, radca prawny prowadzący własną kancelarię i wiceprezes Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE.

Zgodnie z ustawą z 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych (Dz.U. nr 75, poz. 398) na roczną waloryzację trzeba będzie poczekać ponad rok.

Ustawa przewiduje też waloryzację kwartalną, która obejmuje tych ubezpieczonych, którzy przechodzą na emeryturę w trakcie roku. W ich przypadku pierwsza waloryzacja będzie dotyczyła składek zawidencjonowanych na subkoncie za trzeci kwartał 2011 r.

Tracimy na waloryzacji

Zdaniem ekspertów osoby, których pieniądze ze składek trafią na subkonta, stracą na tym finansowo. Gdyby były one przekazywane do OFE na dotychczasowych zasadach, to fundusz mógłby je korzystniej zainwestować i tym samym zarobić więcej niż dzięki waloryzacji. Przy wyliczaniu jej poziomu brany jest bowiem po uwagę średni PKB z ostatnich 5 lat.

– Z prognoz rządowych i Komisji Europejskiej wynika, że PKB będzie malał, a to oznacza, że także waloryzacja składek na subkontach będzie niższa – mówi Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.

Według rządu w 2011 roku PKB ma wynieść 4,7 proc. Natomiast zdaniem Komisji Europejskiej będzie to 3,9 proc. W 2050 roku różnica ta będzie jeszcze większa i wyniesie odpowiednio – 2,4 proc. i 0,4 proc.

Mniej do OFE

Ponieważ od maja część składki emerytalnej zamiast do OFE trafia na specjalne subkonta w ZUS, ten ma więcej pieniędzy na bieżącą wypłatę emerytur. Tym samym budżet państwa mniej płaci do ZUS z tytułu refundacji składek przekazywanych do OFE. Ta część składki, która tam trafia, jest finansowana zakładowi z podatków. Co oznacza, że najpierw płacimy składki emerytalne do OFE, a potem do ZUS tylko w formie podatków.

– System emerytalny jest deficytowy, niezdolny do sfinansowania wypłat świadczeń ze składek. Wymagał stałego i coraz większego dofinansowania z budżetu państwa – mówi Przemysław Żółtowski, dyrektor departamentu ubezpieczeń społecznych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Rząd liczy na to, że dzięki przekazaniu części składki do ZUS zamiast do II filaru Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, z którego są wypłacane np. emerytury, będzie się zadłużał w mniejszym stopniu. Jednak dla przyszłych emerytów może to oznaczać, że poniosą większe koszty utrzymania systemu, bo będzie malała liczba osób pracujących na ich świadczenia.