Jeszcze przed Euro 2012 przybędzie 100 tys. miejsc pracy – twierdził trzy lata temu resort gospodarki. Ale tak się nie stanie. Głównie dlatego, że na skutek kryzysu wydatki na nowe przedsięwzięcia zostały znacząco okrojone. Dziś, jak szacuje dla nas organizacja pracodawców PKPP Lewiatan, przy realizacji projektów w związku Euro 2012 zatrudnionych jest około 100 tys. osób Z tego najwyżej 40 tys. to nowi pracownicy.

Hotele dadzą etaty

Wciąż jest jednak szansa na kolejne 40 tys. etatów przy obsłudze nowo zrealizowanych inwestycji. Mowa nie tylko o stadionach, dworcach i rozbudowanych lotniskach, lecz także o nowych hotelach, restauracjach czy obsługujących je firmach. Do połowy 2012 r. ma np. zostać oddanych ponad 100 hoteli, liczących ponad 5 tys. pokoi. To oznacza przynajmniej 2 tys. nowych etatów. Na tym nie koniec. Każdy hotel generuje bowiem kilkanaście miejsc pracy w jego otoczeniu.

– To firmy ochroniarskie, transportowe, lokalnego rzemiosła, a także sklepikarze, piekarze, dostawcy produktów regionalnych czy animatorzy – zauważa Andrzej Szafrański, analityk hotelowy. Hotele wymuszają też podnoszenie kwalifikacji i u pracowników, i w otoczeniu, co napędza koniunkturę firmom szkoleniowym.

Branże okołohotelowe już notują większy ruch. Andrzej Ćwil z Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego, dla którego aktualnie jeździ blisko 1 tys. licencjonowanych kierowców szacuje, że na czas turnieju zatrudnienie w branży przewozowej wzrośnie o 25 proc.

Plany rozwoju mają też firmy ochroniarskie. W tej chwili w branży pracuje ok. 300 tys. osób. Zapotrzebowanie na ich usługi w związku z organizacją Euro może wzrosnąć o 20 proc. – Ochrona samego Stadionu Narodowego podczas mistrzostw wiąże się z zatrudnieniem przynajmniej 1 tys. pracowników. Na co dzień potrzebnych będzie ich kilkudziesięciu – mówi Wojciech Koza z Zakładów Usługowych EZT, zatrudniających 1,2 tys. ochroniarzy. I jego firma będzie ubiegała się o zlecenia na ochronę obiektów w związku z Euro.

Szansa dla bezrobotnych

Dodatkowe miejsca pracy mogą zostać wygenerowane dzięki projektowi „Wolontariat – włącz się”, który przygotowuje spółka PL.2012 przy współpracy z urzędami marszałkowskimi. Jest skierowany do osób niezatrudnionych. Każdy z 650 uczestników, pod okiem doradcy zawodowego, zdobędzie kompetencje przydatne przy obsłudze imprez sportowych i kulturalnych. Po zakończeniu szkoleń uczestnicy projektu otrzymają oferty współpracy z organizacjami związanymi z Euro 2012, część zostanie przyjęta na 3-miesięczne płatne staże.

Wygasające inwestycje

O ile pewny jest wzrost zatrudnienia na czas Euro 2012, o tyle wielką niewiadomą jest to, czy nie spadnie on w kolejnych latach. Stratna może być zwłaszcza branża budowlana, w której przewidywany jest nawet regres. – Firmy obawiają się ograniczenia zleceń publicznych – tłumaczy Andrzej Bielecki ze Związku Firm Deweloperskich. Szansą może tu być przyspieszenie tempa rozwoju w segmencie budownictwa mieszkaniowego.

Z drugiej strony nowe obiekty będą potrzebować ludzi do obsługi. Zbigniew Maciąg z PKPP Lewiatan szacuje, że w latach 2012 – 2013 pojawi się następne 30 tys. miejsc pracy. Głównie w branży turystyczno-gastronomicznej. Tu spodziewany jest bowiem 20-proc. wzrost ruchu turystycznego z zagranicy. – W kolejnych latach na pewno będzie powstawało 60 – 80 hoteli rocznie, co będzie się wiązać ze wzrostem zatrudnienia na poziomie przynajmniej 1 tys. – dodaje Andrzej Szafrański. Zyska na tym też branża gastronomiczna i ochroniarska. Nowe stadiony i hotele będą wymagały stałego nadzoru. To przyniesie zapotrzebowanie na przynajmniej 2 – 3 tys. osób w każdym z tych sektorów.

Aby nowe miejsca pracy były bezpieczne, musi wrócić wolność gospodarcza

Czy miejsca pracy utworzone przed Euro 2012 mają szansę przetrwać na rynku?

Tak, ale tylko pod warunkiem zapowiadanego od lat odblokowania polskiej gospodarki. W przeciwnym razie okażą się one tylko czasowymi miejscami pracy, stworzonymi decyzją polityczną, a nie z powodu faktycznych potrzeb rynkowych.

W jaki sposób pana zdaniem mogłoby dojść do odblokowania gospodarki?

Tylko poprzez likwidację przepisów, które namnożyły się przez ostatnie lata, a które określają tylko, czego przedsiębiorcom nie wolno. Potrzebna jest ustawa deregulacyjna, o której wielokrotnie mówił premier. Obecnie przedsiębiorcy dużą część swojej aktywności biznesowej tracą w urzędach na wypełnianiu dokumentów. Stali się wręcz darmowymi usługodawcami administracji rządowej. To ogranicza rozwój, bo wpływa na spadek liczby nowych inwestycji.

Czy zmiana przepisów załatwi sprawę?

Tak, ale pod warunkiem że zostanie w pełni przywrócona wolność gospodarcza. Ona jest gwarantem tego, że inwestycje w Polsce nabiorą tempa. Wówczas nowe miejsca pracy mogą okazać się potrzebne w nowej rzeczywistości i zostać wykorzystane do nowych celów.