Jutro Trybunał Konstytucyjny (TK) rozstrzygnie, czy w urzędach rozpocznie się 10-proc. redukcja zatrudnienia. Minęły właśnie cztery miesiące od odesłania tam przez prezydenta rządowej ustawy z 16 grudnia 2010 r. o racjonalizacji zatrudnienia w państwowych jednostkach budżetowych i niektórych innych jednostkach sektora finansów publicznych w latach 2011 – 2013.

Jeśli sędziowie podzielą wątpliwości prezydenta i uznają, że odesłane do TK przepisy są sprzeczne z konstytucją, a ustawa nie może bez nich funkcjonować, urzędnicy nie będą musieli się martwić o utratę pracy. Przepisy o redukcji zatrudnienia trafią bowiem do kosza. Z kolei jeśli będą one zgodne z ustawą zasadniczą, Sejm w błyskawicznym tempie może zaktualizować terminy wymagane do przeprowadzania redukcji. W efekcie dyrektorzy generalni do końca roku powinni zakończyć zwolnienia.

Rządowi wyraźnie zależy na podjęciu szybkiej decyzji w tej sprawie. Konstytucjonaliści są wręcz zdumieni, że Trybunał zdecydował się w tak ekspresowym tempie na zbadanie zgodności zaskarżonych przepisów z ustawą zasadniczą.

– Jestem zaskoczony tak wczesnym terminem rozprawy, tym bardziej że na rozpatrzenie spraw w TK oczekuje się średnio 19 miesięcy – mówi prof. Marek Chmaj z Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Wyłączenie mianowanych

Prezydent nie podpisał ustawy o redukcji zatrudnienia m.in. dlatego, że miał wątpliwości co do zakresu, w jakim dopuszcza ona wypowiedzenie stosunków pracy pracownikom zatrudnionym na podstawie mianowania. Podlegają oni bowiem szczególnej ochronie przed zwolnieniem. Nawet w przypadku likwidacji urzędu jego szef powinien zagwarantować mu przeniesienie do innej instytucji. Tymczasem ustawa o racjonalizacji zatrudnienia nie wyłącza ich z redukcji etatów (w przeciwieństwie do np. działaczy związkowych czy społecznych inspektorów pracy).

W efekcie urzędy mogły zwalniać m. in. absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, którzy też otrzymują status urzędnika służby cywilnej. A koszt wykształcenia takiej osoby dla budżetu państwa to blisko 200 tys. zł.

Brak ochrony dla urzędników mianowanych może oznaczać, że nowa ustawa jest niezgodna z art. 24 ustawy zasadniczej, zgodnie z którym ich praca znajduje się pod ochroną państwa. Także państwo sprawuje nadzór nad warunkami jej wykonywania.

Sposoby na urzędników

– TK może się przychylić do argumentu, że stosunek pracy urzędników mianowanych podlega szczególnej ochronie i nie może jej pozbawiać specustawa – mówi prof. Krzysztof Rączka, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Tłumaczy, że w takim przypadku ustawa o 10 proc. redukcji nie wejdzie w życie, bo niekonstytucyjny byłby art. 2 tej ustawy, który wskazuje urzędy objęte redukcją. W efekcie ustawa nie może funkcjonować bez przepisu, który określa zakres podmiotowy ustawy.

– Ustawa nie może obowiązywać bez art. 2, który określa urzędy objęte racjonalizacją. A Trybunał może uznać, że jest on niezgodny z konstytucją, bo dopuszcza zwalnianie urzędników mianowanych – potwierdza Dobrosław Dowiat-Urbański, dyrektor departamentu prawnego KPRM.

Wskazuje, że w takim przypadku TK nie może wyłączyć jedynie art. 2 ustawy i umożliwić wejście w życie pozostałych jej przepisów. Wtedy trzeba będzie ponownie uchwalić ustawę i dołączyć urzędników mianowanych do grupy pracowników wyłączonych z redukcji.

Konstytucjonaliści wskazują też na inne rozwiązania.

– Trybunał może też wydać tzw. orzeczenie zakresowe, w którym uzna, że np. przepis dotyczący redukcji zatrudnienia jest niezgodny z konstytucją w zakresie, w jakim dotyczy urzędników mianowanych. Jednak wykonanie takiego orzeczenia przysparzałoby wiele problemów szefom urzędów – mówi Marek Chmaj.