Ministerstwo Zdrowia w sierpniu ubiegłego roku zdecydowało, że pobieranie opłat za znieczulenie przy porodzie wykonywane na życzenie pacjentki jest niezgodne z prawem. Nadal jednak w niektórych szpitalach rodzące muszą za nie płacić – sprawdził „DGP”.

W Szpitalu Klinicznym im. Anny Mazowieckiej w Warszawie za znieczulenie na życzenie trzeba zapłacić 500 zł. Jak jednak podkreśla Alina Kuźmina, specjalista ds. komunikacji i mediów, w tej placówce znieczulenie wynikające ze wskazań medycznych jest bezpłatne. Inna stołeczna placówka, Szpital Specjalistyczny Św. Zofii, prosi rodzące, które chcą uniknąć bólu, o wpłacenie 600 zł na rzecz szpitalnej fundacji.

– Przy około 70-proc. zainteresowaniu rodzących znieczuleniami nie jesteśmy w stanie udźwignąć kosztów tej procedury – tłumaczy Wojciech Puzyna, dyrektor szpitala im. św. Zofii.

Szpitale pobierają opłaty dlatego, że Narodowy Fundusz Zdrowia płaci im za każdy poród zryczałtowaną kwotę (1680 zł). Mieści się w niej także wynagrodzenie za wszystkie rodzaje znieczulenia. Placówki medyczne przekonują, że kwota ta jest jednak niewystarczająca, by znieczulenie można było stosować przy każdym porodzie.

Eksperci prawni przypominają tymczasem, że poród jest świadczeniem gwarantowanym zgodnie z ustawą z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 164, poz. 1027 z późn. zm.). Oznacza to, że związane z nim procedury są bezpłatne dla wszystkich kobiet w okresie ciąży, porodu i połogu.

Praktyka jest jednak inna. Część szpitali każe rodzącym płacić, a niektóre w ogóle zaprzestały znieczulania na życzenie. Powodem takiej decyzji była z jednej strony obawa przed zarzutem łamania prawa przy pobieraniu opłat, a z drugiej niechęć do strat wynikających z dopłacania do tej procedury.

– Stosujemy tylko znieczulenia ze wskazań medycznych i rodzące nie muszą za nie płacić – podkreśla Małgorzata Sobel, pełnomocnik ds. praw pacjenta w Wojewódzkim Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym w Opolu.

Na postępowaniu szpitali straciły same pacjentki. Albo wciąż muszą, wbrew prawu, płacić za znieczulenie, albo w ogóle nie mogą z niego korzystać. W zeszłym roku do biura rzecznika praw pacjenta wpłynęło od takich kobiet 200 skarg.