Podwyżki nie zrekompensowały więc inflacji, która wyniosła 2,6 proc. Tymczasem na przykład w Poznaniu średnie pensje urosły o 4,2 proc., w Krakowie – 4 proc., we Wrocławiu – 3,3 proc. i w Katowicach 2 proc. – wynika z danych wojewódzkich urzędów statystycznych.

– To zaskakujące, że wzrost zarobków w warszawskich przedsiębiorstwach był tak niski, mniejszy nawet od przeciętnego wzrostu w całym krajowym sektorze przedsiębiorstw, który wyniósł 3,3 proc. – mówi Marcin Peterlik, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Jego zdaniem bardzo małe podwyżki mogły wynikać z tego, że w poprzednich latach płace w Warszawie zostały wywindowane do wysokiego poziomu. W ubiegłym roku średnie wynagrodzenie w przedsiębiorstwie funkcjonującym w stolicy wyniosło 4483 zł. Było więc o 30,5 proc. wyższe niż przeciętnie w kraju.

W sektorze przedsiębiorstw lepiej zarabiali tylko mieszkańcy Katowic. Ich średnie pensje były o 220 zł wyższe niż w Warszawie. Zadecydowały o tym jednak przede wszystkim wysokie zarobki górników, które podnoszą przeciętny poziom płac w stolicy Śląska.

Niewielki wzrost płac w Warszawie wynika także z dużej podaży pracowników. – Przedsiębiorstwa wstrzymywały się z podwyżkami, ponieważ utrzymuje się duży napływ pracowników do Warszawy. Nie ma więc większych kłopotów z zatrudnianiem fachowców – ocenia Karolina Sędzimir-Domanowska, ekspert rynku pracy w PKO BP.

Jakie są perspektywy dla osób pracujących w stolicy? – Na pewno nie będzie spadku płac w Warszawie. Będą one nadal rosły, choć może wolniej niż w innych dużych miastach, które nadrabiają dystans dzielący je do stolicy – twierdzi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. Ich wzrost jest nieunikniony, ponieważ w Warszawie są najwyższe koszty utrzymania.