Kto może sprzedawać polisy

Ubezpieczyciele od dawna czekali na tę ustawę i generalnie są z takiej rządowej promocji dodatkowych ubezpieczeń zadowoleni – projekt przewiduje, że prywatne wydatki na polisy w całości będzie można odliczać od podstawy opodatkowania, co napędzi im nowych klientów. Ale wykluczenie z grona beneficjentów towarzystw ubezpieczeń na życie wywołało poruszenie i sprzeciw. – Ufamy, że to nastąpiło wyłącznie przez pomyłkę – mówi Paweł Kalbarczyk, przewodniczący Komisji Ubezpieczeń Zdrowotnych i Wypadkowych w Polskiej Izbie Ubezpieczeń. I podkreśla, że branża będzie walczyć o zmiany zapisów.

Jeśli nie da się wynegocjować zmian, grupy ubezpieczeniowe będą musiały przerzucić działalność i pracowników do innych spółek, pozmieniać umowy z klientami, a to dość skomplikowane i kosztowne działania. Zapytany przez nas o powód takiej decyzji wiceminister zdrowia Jakub Szulc, odpowiedzialny za projekt ustawy, podkreśla, że intencją resortu nie było wyeliminowanie z rynku jakichkolwiek podmiotów. I jest gotów rozmawiać o zmianie ustawy. Ale może się to okazać niemożliwe.

Eksperci zwracają uwagę na unijne wytyczne, m.in. Dyrektywę 2002/83/WE z 2002 r. dotyczącą ubezpieczeń na życie. – Jest tam jasno określone, że polisy zdrowotne nie należą do kompetencji ubezpieczycieli życiowych. Wyjątek zrobiony został tylko dla Irlandii i Zjednoczonego Królestwa – mówi Xenia Kruszewska, prezes założonej w ubiegłym roku firmy Medica Polska Ubezpieczenia Zdrowotne Towarzystwo Ubezpieczeń.

Dyrektywa u nas nie działała, bo nie było odpowiedniej ustawy. Ale część ubezpieczycieli, wiedząc o jej istnieniu, kierowała sprzedaż polis zdrowotnych do swoich towarzystw majątkowych. Innym, zwłaszcza dużym, łatwiej było je włączyć w ofertę towarzystw życiowych, bo już mieli tam rozwiniętą sieć dobrych agentów sprzedających podobny produkt – ubezpieczenie od ryzyka wypadku i śmierci.

Jednak nawet gdyby się okazało, że w kwestii ubezpieczycieli życiowych ustawy zmienić się nie da, będzie to ich – finansowy i organizacyjny – problem. Dużo większym kłopotem – bo dotykającym finansów publicznych – jest niejasna definicja, czym w zasadzie jest polisa zdrowotna.

Ile to będzie kosztować

Ministerstwo Zdrowia szacuje, że w tym roku Polacy wydadzą na polisy 243 mln zł. I na tej bazie szacowali skutki planowanej ulgi za jej zakup w PIT – na 38 mln zł. Ale zakres zastosowanej w ustawie definicji zdaniem części ekspertów jest nawet dwudziestokrotnie większy.

– Na początku ustawy zdefiniowano, czym jest dodatkowe ubezpieczenie medyczne. I powiedziano, że jest to polisa od ryzyka zachorowań i wypadku – przypomina ekspert zdrowotny Adam Kozierkiewicz. Taka definicja jego zdaniem zawiera nie tylko to, co teraz potocznie nazywamy polisami medycznymi, lecz także polisy turystyczne czy assistance. – Trudno zresztą odróżniać polisę dającą dostęp do opieki medycznej w czasie miesiąca urlopu od tej kupowanej w Polsce na pół roku – zwraca uwagę Kozierkiewicz. I dodaje, że w związku z tym rynek polis na zdrowie w ubiegłym roku wyniósł około 4 mld zł. 19-proc. odliczenie od tej kwoty wyniosłoby 760 mln zł.

W czasie dyskusji nad ustawą padały propozycje, by za polisy medyczne uznać te, w których ubezpieczyciel płaci za usługi, a wykluczyć np. zwrot całości lub części wydatków poniesionych przez pacjenta. Ale i to okazało się ślepą uliczką. – W polisach zdrowotnych, podobnie jak np. w komunikacyjnych, są oferowane usługi zarówno bezgotówkowo, jak i gotówkowo, kiedy usunięciem szkody zajmuje się sam klient i przedstawia rachunek – mówi Kozierkiewicz. Jak rozwiązać ten węzeł, na razie nikt nie wie.


NFZ powinien zostać zdecentralizowany. Ale trzeba to zrobić z głową

Jakub Szulc - wiceminister zdrowia

Będzie można odliczać koszt zakupu polis zdrowotnych w PIT? Bez tego ustawa o ubezpieczeniach zdrowotnych jest kulawa.

Nie ma oficjalnego stanowiska ministra finansów. Ale jesteśmy po rozmowach roboczych i jedyny problem to zagrożenie nadmiernym deficytem. Trzeba więc przedyskutować, czy można odliczenie w PIT wprowadzić w 2012 r., a jeśli nie, to kiedy. Druga kwestia to poziom odliczeń.

W ustawie nie zdecydowaliście się podjąć tematu abonamentów medycznych, choć były takie plany.

Podjęliśmy. Teraz ubezpieczyciele będą mogli świadczyć usługi z dziedziny medycyny pracy jak firmy abonamentowe, a dotychczas nie mogli, co było dyskryminacją. Warto zastanowić się też nad rolą w systemie firm abonamentowych. Są zastrzeżenia. Np. PIU twierdzi, że abonamenty są to ubezpieczenia, tyle tylko że nie podlegają nadzorowi, np. KNF.

Będzie nowa ustawa. Jakie regulacje wprowadzicie abonamentowcom?

Nie ma jeszcze założeń. Ale pacjent powinien mieć gwarancję, że dostaje to, za co płaci on sam lub jego pracodawca. Np. ubezpieczyciele w umowach mają postanowienia, w ciągu ilu dni gwarantują dostęp do lekarza.

Będzie likwidacja NFZ? Na Forum Ekonomicznym w Krynicy zapowiadaliście, że w 2011 r. zacznie się pilotaż w regionach i do obowiązkowej składki na zdrowie zostaną dopuszczeni prywatni ubezpieczyciele.

NFZ powinien zostać zdecentralizowany. Ale takich zmian nie można wprowadzać jednym podpisem, tak jak bez namysłu tworzono NFZ w miejsce kas chorych. Centrala NFZ pełni ważną rolę w systemie, spinając go w całość. Potrzebne są przygotowania. Mamy już koszyk świadczeń gwarantowanych. Kolejny krok to taryfikacja tych świadczeń. Kończymy prace nad metodologią. I wtedy można będzie ewentualnie podjąć decyzję o demonopolizacji, czyli podziale NFZ.

A co z pozostałymi ustawami zdrowotnymi? Ta o działalności leczniczej miała obowiązywać od maja, a wciąż jest w Sejmie.

Może termin się trochę przesunie, ale nie w sposób znaczący. Samorządy mają czas, aby się do niej przygotować. Kwestie przekształceń w razie niespłacenia ujemnego wyniku szpitala to kwestia 2013 r.