Poza głodem na informatyków potrzeby poszczególnych rynków się różnią. Niemcy poszukują finansistów i inżynierów. Brytyjczycy specjalistów od technologii software’owych. Włosi fachowców od telekomunikacji, a Rosjanie od energetyki. Ale dla Polaków niekoniecznie oznacza to nowe miejsca pracy.

W Niemczech, które otworzą dla nas swój rynek już maju, jedynie 31 proc. firm deklaruje, że zamierza w pierwszej połowie tego roku zwiększyć zatrudnienie. Równocześnie 10 proc. planuje zwolnienia – wynika z badania Antal Global Snapshot, międzynarodowej firmy rekrutacyjnej.

W starej Unii najwięcej firm szukających fachowców jest w Wielkiej Brytanii – 71 proc. Ale aż 40 proc. planuje zwolnienia. – Wielka Brytania ma najbardziej liberalną gospodarkę w Europie. Zawsze to w tym kraju była największa rotacja pracowników – mówi Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International.

W Polsce w pierwszym półroczu 48 proc. firm szuka pracowników. Najwięcej z sektora IT – 63 proc., bankowości i usług finansowych oraz logistyki i transportu – 62 proc., a także handlu detalicznego – 53 proc. – W handlu największe zapotrzebowanie na pracowników było w drugiej połowie 2010 r. Zatrudniało ich ponad 60 proc. firm. Ale segment się już nasycił – mówi Artur Skiba. Wyjątkowo nieczuła na kryzys była branża IT, która cały czas dynamicznie się rozwija. Natomiast pozostałe sektory ucierpiały w czasie kryzysu i redukowały personel w 2009 r. Teraz, gdy wzrósł popyt na ich produkty i usługi, odbudowują kadrę. Najbardziej pokiereszowana przez kryzys jest deweloperka. Choć 32 proc. firm z tego sektora deklaruje w tym półroczu wzrost zatrudnienia, to tyle samo zamierza zwalniać pracowników.