"Rzecz jest prosta - albo przyjmiemy nasz projekt, albo w kieszeniach ludzi będziemy musieli znaleźć kilkadziesiąt miliardów złotych. My proponujemy (...) głęboką korektę sytemu emerytalnego. (...) Liczyliśmy to na wszystkie możliwe sposoby. Minister Boni w tej sprawie nie był entuzjastą mojego punktu widzenia, tylko niezwykle krytycznym recenzentem na każdym etapie tworzenia tej ustawy, a także współtwórcą tej ustawy. I on jest ostatnim człowiekiem, którego znam, który zgodziłby się na taki projekt, który by zagrażał choćby w najmniejszym stopniu przyszłym emerytom" - zaznaczył premier.

Tusk dodał, że "uczciwość wymaga powiedzenia bardzo jasno - co jeszcze ludziom trzeba by było zabrać, żeby zrównoważyć propozycję, jaką my przedstawiamy. Chcę państwa poinformować, że byłaby to nie dwukrotność, nie trzykrotność, tylko wielokrotność tego, co uzyskaliśmy na przykład poprzez podwyżkę VAT. Trzeba to ludziom patrząc w twarz powiedzieć - co daje nasz projekt, a co dawałby projekt krytyków, którzy tak ostro dzisiaj protestują" - mówił.

"Rząd zaproponował projekt zmian w emeryturach, by uchronić Polskę przed "spiralą zadłużenia"

Premier podkreślił, że rząd zaproponował projekt zmian w emeryturach, by uchronić Polskę przed "spiralą zadłużenia". Powiedział też, że "korekta systemu emerytalnego" zaboli trochę instytucje finansowe, ale nie będzie bolała ludzi.

Według Tuska, rządowy projekt nabiera kształtu możliwego do zaakceptowania nie tylko przez obywateli, ale i OFE. "Oceniam, że ten projekt w perspektywie daje całkiem interesujące szanse rozwoju systemu emerytalnego, m.in. poprzez stworzenie zachęty podatkowej na rzecz trzeciego filara, który do tej pory był praktycznie martwym fragmentem systemu emerytalnego" - zaznaczył.