Ponad 50 niemieckich izb rzemieślniczych wspólnie z przedsiębiorcami i lokalnymi władzami zamierza uczyć zawodu gimnazjalistów z Europy Środkowo-Wschodniej. Na młodych uczniów liczą m.in. fabryka maszyn drukarskich Heidelberger Druck, agencja pracy tymczasowej Adecco, kasa oszczędnościowa Sparkasse Vorpommer, a także mnóstwo restauracji i hoteli w północno-wschodnich landach.

Stypendium w euro

Na młodych Polaków czekają Brandenburgia, Saksonia, Maklemburgia czy Turyngia. Tam liczba chętnych do nauki zawodu w ciągu 7 lat spadła o 50 – 60 proc. Tylko w Brandenburgii w 2003 r. w zawodówkach uczyło się 35 tys. osób, a dziś niespełna 18 tys.

Niemal w całym kraju pustkami świecą wielkie ośrodki szkolenia zawodowego. Niektóre z nich, np. w Poczdamie, to duże kompleksy zajmujące po kilka hektarów powierzchni. Oprócz sal wykładowych i internatów są tam nowoczesne warsztaty mechaniczne, elektroniczne, a także fryzjersko-kosmetyczne czy gastronomiczne. Połowę zajęć przeznaczonych na naukę uczniowie spędzają jednak nie w ośrodku, ale pracując w firmach zrzeszonych w izbach rzemiosła. I dostają za to pieniądze: na pierwszym roku od 600 do 750 euro, a na trzecim nawet 1,5 tys. euro.

– Niemieckie izby na to stać, ponieważ są dofinansowane z budżetów landowych, a także ze środków federalnych – mówi Jerzy Barnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego. – My W Polsce utrzymujemy się głównie ze składek przedsiębiorców.

Różnice widać już w wynagrodzeniach uczniów: ci w Polsce, którzy uczą się zawodu, praktykując np. w zakładzie fryzjerskim lub warsztacie samochodowym, dostają od 100 do 200 zł miesięcznie. W systemie mistrz – czeladnik uczy się dziś w Polsce ok. 90 tys. osób. Ponad drugie tyle chodzi do zasadniczych szkół zawodowych. Poziom nauki w zawodówkach od lat budzi wiele zastrzeżeń. Pracodawcy narzekają na słaby poziom przygotowania do zawodu, uczniowie na niedostosowane do wymagań rynku pracy programy.

Absolwenci na zasiłku

Od przyszłego roku ma się to zmienić. MEN przygotowało reformę szkolnictwa zawodowego, która ma polegać m.in. na zwiększeniu liczby godzin praktyk zawodowych. Szkoły mają też być bardziej powiązane z firmami działającymi na lokalnym rynku.

– To oznacza, że przedsiębiorcy będą uczestniczyli w tworzeniu programów edukacyjnych – mówi Grzegorz Zurowski z Ministerstwa Edukacji Narodowej. – Koordynowaniem edukacji i biznesu mają się zająć samorządy lokalne.

Te działania mogą się okazać jednak spóźnione, bo perspektywa pracy na niemieckim rynku jest atrakcyjniejsza. Według danych GUS 52 proc. absolwentów w Polsce ląduje na zasiłku dla bezrobotnych. Dlatego już dziś w punktach informacyjnych, w których można uzyskać informacje o nauce zawodu za Odrą, telefony się urywają.