– Wstrzymaliśmy wykonywanie znieczulenia na życzenie pacjentek. Czekamy na precyzyjne wyjaśnienie z resortu zdrowia, jaką podstawą prawną kierował się w wydaniu decyzji o tym, że pobieranie opłat za jego wykonanie jest niezgodne z prawem – mówi Wojciech Guzikowski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej (SP ZOZ) w Opolu.

Resort zdrowia tłumaczy, że pod uwagę brał przepisy ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 164, poz. 1027 z późn. zm.). Zgodnie z nią wszystkie kobiety w okresie ciąży, porodu i połogu, niezależnie od tego, czy są ubezpieczone, mają prawo do korzystania ze świadczeń opłacanych przez NFZ na zasadach określonych w tej ustawie. Ponadto (art. 31d) poród zakwalifikowany jest do świadczeń gwarantowanych, co oznacza, że świadczenia zdrowotne związane z porodem również są bezpłatne. O konieczności wykonania znieczulenia decyduje lekarz.

Dyrektorzy szpitali tłumaczą jednak, że takie opłaty były, a w części szpitali nadal są pobierane, bo NFZ do wyceny procedury, jaką jest poród, nie wlicza kosztów znieczulenia.

– Za każdy poród, niezależnie, czy w jego trakcie jest podane znieczulenie, czy kończy się cesarskim cięciem, fundusz płaci 3 tys. zł – mówi Janusz Siemaszko, dyrektor szpitala położniczo-ginekologicznego w Warszawie.

Tam jednak kobiety nie muszą za nie płacić. Jak mówi dyrektor warszawskiej placówki, koszt jego wykonania (leki, zużyte rękawiczki, strzykawki czy igły) nie przekracza 100 zł. Natomiast w tych placówkach, które znieczulenie przy porodzie wykonywały odpłatnie, kobieta musiała zapłacić 600 zł – 800 zł.

– Tak wysoka kwota wynika z tego, że część lekarzy uważa, że wykonanie znieczulenia na życzenie pacjentki nie należy do jego obowiązków w ramach normalnego czasu pracy, ale traktuje to jako dodatkowe czynności – dodaje Janusz Siemaszko.

Na wniosek Ministerstwa Zdrowia został powołany specjalny zespół, który ma określić warunki wykonywania znieczulenia w czasie porodu.

– Jest to zespół roboczy, który tworzą eksperci spoza resortu zdrowia. Ma on opracować wskazania do stosowania znieczulenia porodu, a także określić metody jego przeprowadzania. Efekty jego pracy będą znane w przyszłym roku – mówi Piotr Olechno, rzecznik prasowy resortu zdrowia.

Dodaje, że szpitale, które w dalszym ciągu pobierają takie opłaty, mogą stracić kontrakt z NFZ albo mogą zostać wykreślone z wojewódzkiego rejestru ZOZ. A to oznacza całkowity brak możliwości leczenia pacjentów.

Kobiety, od których takie opłaty zostały pobrane, mogą się starać odzyskać pieniądze. Muszą w tej sprawie skontaktować się z dyrektorem placówki lub z organem założycielskim szpitala. Mogą również skierować sprawę do biura rzecznika praw pacjenta.

– Numery PESEL kobiet, które zapłaciły za znieczulenie, zostały przesłane do NFZ. Ten sprawdza, czy szpitale pobrały opłatę od pacjentki, i jednocześnie wystąpił o rozliczenie tej usługi do funduszu – mówi Krystyna Kozłowska, rzecznik praw pacjenta.

Część kobiet, które zgłosiły się do rzecznika, odzyskało nienależnie pobrane pieniądze.

420 tys. dzieci urodzi się w tym roku

6 tys. zł kosztuje poród rodzinny w prywatnym szpitalu