Każda osoba, która uzna, że ze względu np. na płeć lub wiek jest dyskryminowana w trakcie wykonywania działalności zawodowej, będzie się mogła domagać przed sądem zaniechania takich działań i odszkodowania. Tak wynika z uchwalonej przez Sejm ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania.

Oznacza to, że np. osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych (m.in. umowy-zlecenia) będą mogły się domagać podwyżki, jeśli inni zleceniobiorcy w tej samej firmie zarabiają więcej. Będzie to możliwe pod warunkiem, że taka dyskryminacja jest podyktowana wiekiem, płcią, rasą, pochodzeniem etnicznym, narodowością, religią, wyznaniem, światopoglądem, niepełnosprawnością lub orientacją seksualną. Zatrudnieni nie muszą udowadniać dyskryminacji. To na pracodawcy ciąży obowiązek udowodnienia, że w danym przypadku nie doszło do naruszenia przepisów o równym traktowaniu.

Ustawę negatywnie ocenia kilkadziesiąt organizacji pozarządowych zrzeszonych w Koalicji na rzecz Równych Szans (m.in. Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej). Ich zdaniem w niepełny sposób wdrożyła ona antydyskryminacyjne dyrektywy UE. Przyjęto w niej zamknięty i zbyt ograniczony katalog przesłanek, na podstawie których dyskryminacja jest zakazana.

– Nie uwzględniono m.in. tożsamości płciowej (osób transpłciowych), stanu cywilnego, poglądów politycznych, stanu zdrowia czy przynależności związkowej – mówi Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.

Ustawa dotyczy nie tylko osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych. Przewiduje też m.in. zakaz nierównego traktowania obywateli w dostępie do opieki zdrowotnej oraz oświaty i szkolnictwa wyższego, ale już tylko ze względu na rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość.

Zgodnie z zaleceniami UE ustawa wyznacza organ, który będzie się zajmować monitorowaniem oraz promowaniem zasady równego traktowania. Posłowie zdecydowali, że instytucją tą będzie rzecznik praw obywatelskich.