Ministerstwo Zdrowia (MZ) chce walczyć, jego zdaniem, z patologią, jaka obecnie ma miejsce w szpitalach klinicznych. Dlatego chce wzmocnić rolę dyrektorów szpitali klinicznych, a osłabić kadrę profesorską. Te szpitale pełnią bowiem w systemie lecznictwa specyficzną rolę – nie tylko leczą pacjentów, ale też uczą zawodu przyszłych lekarzy. W związku z tym dostają zarówno pieniądze z NFZ na świadczenia zdrowotne, jak i z MZ na naukę.

Obecnie jest tak, że ordynator oddziału w klinice może jednocześnie pełnić funkcję szefa katedry.

– Ta sama osoba decyduje więc, jak ma wyglądać program nauczania przyszłych lekarzy i działalność naukowa placówki, a także proces leczenia pacjentów – mówi Jarosław Kozyra, dyrektor Szpitala Klinicznego im. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy.

Marginalizowana jest jednocześnie pozycja samego dyrektora szpitala, bo nie ma on szczególnego wpływu na wybór szefa katedry. Ostatecznie decyduje o tym rektor uczelni, której podlega szpital.

Resort zdrowia w projekcie ustawy o działalności leczniczej, który w ubiegłym tygodniu przyjął rząd, proponuje, aby za pracę oddziału odpowiadał kierownik powołany przez dyrektora szpitala. Jednocześnie osoba ta nie będzie szefem katedry.

– Dyrektor szpital będzie więc miał większy wpływ na wybór kadry zarządzającej – uważa Jarosław Kozyra.

Propozycja resortu zdrowia spotkała się z ostrą krytyką uczelni medycznych, którym podlegają szpitale kliniczne.

Zdaniem Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych taka zmiana może doprowadzić do paraliżu ich działalności dydaktycznej.

– Może bowiem oznaczać odpływ kadry nauczającej z uczelni – mówi Marta Wojtach, rzecznik prasowy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dlatego rektorzy proponują, aby decyzja o rozdziale tych funkcji należała do rektora.