– Dwóch panów podających się za urzędników nadzorujących emerytury ostrzegało mnie, że tylko do końca roku mogę zmienić fundusz i uchronić swoje oszczędności z OFE – mówi pani Monika. Była zdezorientowana, ale umowy z nowym funduszem nie podpisała. Takich przypadków jest coraz więcej. Sygnały o podszywaniu się pod urzędników trafiają m.in. do Komisji Nadzoru Finansowego oraz samych OFE.

– Ostatnio mamy wiele sygnałów od naszych członków, że do ich domów pukają akwizytorzy i próbują na wszelkie możliwe sposoby zapisać ich do funduszu, który reprezentują – mówi „DGP” Anna Horsecka, prezes towarzystwa emerytalnego Polsat. – Najczęściej podają się za „ratowników składek” i bez skrępowania udzielają absurdalnej informacji, że klient ma szanse „ocalić” swoje emerytalne oszczędności tylko do końca roku – mówi „DGP” Horsecka.

– Też zdarzają nam się takie sygnały – dodaje Piotr Papaj z ING PTE.

Co na to KNF? – W ostatnim czasie rzeczywiście akcja akwizycyjna jest zwiększona – mówi Katarzyna Mazurkiewicz z biura prasowego KNF. Podkreśla, że likwidacja akwizycji nie będzie oznaczać zakazu zmiany funduszu, bo transfery klientów będą nadal organizowane. Na nieuczciwych pośredników nie ma zbyt wielu haków. Ci, którzy są na liście akwizytorów, mogą w ostateczności zostać z niej wykreśleni przez KNF. – W przypadku otrzymania przez nas skargi na akwizytora kontaktujemy się z właściwym OFE, aby wyjaśnić zaistniałą sytuację – dodaje. Ale niedługo akwizytorzy i tak nie będą musieli posiadać licencji, bo takie plany ma nadzór, a zapisy znalazły się w ustawie deregulacyjnej.

– Największy kłopot stanowią tzw. multiagencje, które zarabiają na przenoszeniu klientów między funduszami, bo za każdym razem dostają prowizję – mówi członek zarządu jednego z funduszy. Transfery klientów pomiędzy funduszami emerytalnymi przeprowadzane są cztery razy w roku. Decyduje się na nie coraz więcej osób.