Dzisiaj na rząd trafi przygotowany przez resort zdrowia pakiet ustaw zdrowotnych. Będzie on jednak niepełny. Wbrew zapowiedziom Ewy Kopacz w projekcie nie ma ani słowa o dodatkowych ubezpieczeniach. Miały one sprawić, że do szpitalnych kas pieniądze popłynęłyby szerokim strumieniem z systemu prywatnych ubezpieczeń. Wszystkie placówki mogłyby sprzedawać usługi nie tylko NFZ, ale także prywatnym zakładom ubezpieczeniowym. Dziś mogą to robić tylko szpitale niepubliczne.

Dodatkowe ubezpieczenia – przynajmniej teoretycznie – poprawiłyby kondycję finansową szpitali publicznych, polepszyłyby dostępność leczenia i dałyby szansę na podwyżki dla personelu. To jedyna droga, jeśli opieka zdrowotna ma się poprawić bez podnoszenia składki zdrowotnej.

Projekt takiej ustawy znalazł się w tzw. pierwszym pakiecie Ewy Kopacz, następnie rekomendacjach białego szczytu w 2008 r. Mało tego, w ubiegłym roku minister Ewa Kopacz ogłosiła założenia ustawy. Już wtedy mówiła, że projekt ustawy jest gotowy, ale przedstawi go dopiero po przyjęciu przez rząd.

Od tamtego czasu ustawa leży w szufladzie. Dlaczego? Politycy Platformy przyznają otwarcie – obawiają się, że społeczeństwo nie jest na takie reformy gotowe.

Potwierdzają to sondaże – według CBOS-u 61,0 proc. Polaków uważa dobrowolne ubezpieczenia za zły pomysł.

– Nie ma sensu forsować zmian, które nie mają społecznej akceptacji – mówi Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka PO z sejmowej komisji zdrowia. Posłanka przyznaje, że ubezpieczenia dodatkowe to drażliwy temat. Łatwo nim manipulować, straszyć podziałem chorych na bogatych leczonych dobrze i biednych, którymi nikt się nie zajmie.

Taraz PO mówi, że ten wielokrotnie dyskutowany temat wymaga... debaty. Jesienią jeszcze raz PO chce spróbować przekonać do pomysłu Polaków. To oznacza, że ostatnio podawany termin wejścia w życie ustawy w przyszłym wyborczym roku może być nierealny.

Firmy ubezpieczeniowe jednak naciskają. Zwracają uwagę, że rynek polis zdrowotnych jest w stagnacji. Rozwija się jedynie rynek abonamentów, które oferują centra medyczne, a nie firmy ubezpieczeniowe.

– Im szybciej pojawi się ustawa o dodatkowych prywatnych ubezpieczeniach zdrowotnych, tym szybciej operacje, konsultacje specjalistów, nowoczesna diagnostyka i terapie lekowe, do których w systemie NFZ są wielomiesięczne kolejki, staną się dostępne dla przeciętnego Polaka, a nie tylko dla najbogatszych – mówi Witold Paweł Kalbarczyk z Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Jednak Zofia Orzechowska, wiceprezes Stowarzyszenia Menagerów Opieki Zdrowotnej, uważa, że obawy rządu są racjonalne. Podkreśla ona, że większość pacjentów znajduje wystarczającą pomoc lekarską w ramach NFZ i nie będzie zainteresowana dodatkowymi wydatkami.

Jakich dodatkowych ubezpieczeń chce MZ?

Ustawa nie będzie regulowała, które operacje czy badania znajdą się w pakiecie usług dodatkowych. To będzie zależało od firm ubezpieczeniowych, które będą chciały przyciągnąć klientów swoją ofertą. Za świadczenia, które dziś należą się za obowiązkową składkę, dalej będzie płacić NFZ. Ale ubezpieczyciel dodatkowy mógłby to samo zapewnić szybciej. Szpitale wykonywałyby więcej usług i zmniejszyłyby się kolejki. Te publiczne miałyby motywację do przekształcenia się w spółki prawa handlowego. Jako takie byłyby zainteresowane świadczeniem jak największej liczby usług, aby pozyskać jak najwięcej pieniędzy.