W godzinach pracy buszujemy po internecie: sprawdzamy prywatną pocztę, surfujemu po portalach informacyjnych, zerkamy na stan kont bankowych i oczywiście prowadzimy bujne życie towarzyskie na portalach społecznościowych.

„Cyberslacking” to termin oznaczający wykorzystywanie internetu przez pracownika w celach prywatnych w czasie godzin jego pracy. Jak oceniają eksperci, może być dla pracodawców sporym obciążeniem.

Jedna z brytyjskich firm prawniczych, Penisula, wyliczyła nawet, że rocznie brytyjskie przedsiębiorstwa tracą na tym ok. 130 mln funtów.

Jak się okazuje, także pracownicy w polskich firmach namiętnie korzystają w czasie pracy z internetu w celach prywatnych.

Z badania psychologa Karola Wolskiego we współpracy z Polskimi Badaniami Internetu wynika, że co trzeci robi to codziennie, sprawdza prywatną pocztę, a tylko co dziesiąty nigdy.

– Coraz popularniejsze staje się też korzystanie z portali społecznościowych, wiele osób nie wyobraża sobie dnia bez nich – przyznaje Andrzej Garapich, prezes PBI.

Zapewnia, że największym błędem, jaki popełniają pracodawcy, walcząc z tym procederem, jest blokowanie dostępu do sieci czy choćby części serwisów.

– Jak ktoś będzie chciał, obejdzie to. Lepiej wprowadzić jasne zasady, z czego można korzystać i ile czasu dziennie na to poświęcać – uważa Garapich.

Jak wynika z badania, im bardziej pracownicy się cyberlenią, tym mocniej są przekonani, że przydaje im się to w pracy.