Takie działanie jest zdaniem ekspertów niczym nieuzasadnione. Nie chroni bowiem przed rozprzestrzenianiem się zarazków.

Problemu nie rozwiązało również stanowisko Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, które negatywnie oceniło skuteczność ochronną takich jednorazowych ochraniaczy na buty czy ubranie. Część szpitali wciąż wymaga od odwiedzających pacjentów, żeby je kupowali.

Koszt zakupu foliowych nakładek na obuwie to 1 zł. Wydaje się, że to niewiele, ale dla części osób, które kilka razy wchodzą i opuszczają szpitalne budynki, wydatek robi się znaczący. Zwłaszcza jeżeli chory, którego odwiedzają, przebywa w szpitalu np. miesiąc. W takiej sytuacji część z nich zamiast wyrzucać foliowe ochraniacze po jednorazowym zużyciu, nie robi tego i korzysta z nich również przy kolejnych odwiedzinach.

– W szpitalu mamy automat do zakupu foliowych ochraniaczy na buty. Nie można ich wykorzystać ponownie – mówi Jerzy Sokołowski, zastępca dyrektora Zespołu Publicznych Zakładów w Otwocku.

Ponieważ część szpitali wciąż nie zrezygnowała z obowiązku noszenia na ich terenie nakładek ochronnych na butach, a także specjalnych fartuchów na odzieży wierzchniej, sprawą zajął się rzecznik praw pacjenta (RPP).

– Niestety, zdarza się, że poradnie przyszpitalne są położone w bezpośrednim sąsiedztwie oddziałów i w związku tym również od pacjentów chcących zarejestrować się do poradni wymagany jest zakup i noszenie nakładek na obuwie – mówi Krystyna Kozłowska, rzecznik praw pacjenta. Wyjaśnieniem sprawy ma zająć się Andrzej Wojtyła, główny inspektor sanitarny (GIS).

Inspektorat twierdzi, że to dyrektorzy szpitali sami podejmują decyzję o tym, czy takie ochraniacze muszą być stosowane na terenie ich placówek, czy nie.

– Nie mamy możliwości zakazania ich stosowania – mówi Tomasz Misztal z GIS.

Zgodnie bowiem z art. 11 i 24 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi kierownicy zakładów opieki zdrowotnej oraz inne osoby udzielające świadczeń medycznych są zobowiązani do podejmowania działań zapobiegających szerzeniu się zakażeń i chorób zakaźnych. W związku z tym są oni zobowiązani do wdrożenia takich rozwiązań, które będą temu zapobiegać.

– Zrezygnowaliśmy z ochraniaczy na buty już dawno temu – mówi Marta Podgórska, rzecznik Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie.

Część szpitali ma specjalny dział epidemiologiczny, który na bieżąco monitoruje czystość w placówce. Inne wprowadziły odzież ochronną tylko na wybranych oddziałach, np. noworodkowych.

10,1 tys. pacjentów rocznie ulega zakażeniom wewnątrzszpitalnym