Pozycję polskiej nauki bezlitośnie obnaża prestiżowy ranking szanghajski, czyli klasyfikacja szkół wyższych. Znalazły się w nim tylko dwa polskie uniwersytety – Warszawski i Jagielloński. Ale dopiero w czwartej setce.
Publikacja: 16 sierpnia 2010, 03:00 Aktualizacja: 16 sierpnia 2010, 09:38
Ranking wyższych uczelni przygotowywany przez ekspertów z szanghajskiego Uniwersytetu Jiao Tong ogłaszany jest od 2003 r. i co roku elektryzuje środowiska naukowe na całym świecie.
Mająca wielowiekowe tradycje Jagiellonka i uważany za najlepszy w naszym kraju Uniwersytet Warszawski sąsiadują w szanghajskim zestawieniu z takimi szkołami jak Uniwersytet w Kansas, Politechnika w Montanie czy Londyńska Szkoła Higieny i Medycyny Tropikalnej.
– To właśnie na podstawie tej listy wyrabiana jest powszechna opinia o stanie szkolnictwa wyższego poszczególnych państw, a Polska wypada w niej tragicznie – mówi ekonomista prof. Krzysztof Rybiński z SGH i członek Rady Monitorującej „DGP”.
W oczach szanghajskich ekspertów najbardziej liczą się wyraźne, międzynarodowe sukcesy naukowe uczelni. Punktowani są absolwenci i wykładowcy będący laureatami Nagrody Nobla i Medalu Filedsa (za odkrycia w matematyce), cytowalność w najbardziej prestiżowych pismach naukowych oraz artykuły opublikowane na podstawie badań w „Science” i „Nature”. A tu, jak się okazuje, od lat nie mamy się czym pochwalić. Na 700 możliwych do zdobycia punktów Uniwersytet Jagielloński dostał w tym roku 71. Warszawski niewiele więcej, bo 75 (rok temu miał ich 75,3).
Ale tak naprawdę i te punkty polskie uczelnie dostały trochę na wyrost. Uniwersytetowi Warszawskiemu pomogło to, że niegdyś studiowali na nim laureaci Nagrody Nobla – pokojowej Menachem Begin (prawo skończył w 1935 roku) oraz za osiągnięcia w matematyce Leonid Hurwicz (obronił się w 1938 roku). UJ taki wynik osiągnął dzięki temu, że połączył się z Collegium Medicum i to ono zdobywa punkty za cytowalność badań.
– To rzeczywiście wyśrubowane kryteria, które kładą nacisk na osiągnięcia w dziedzinach medycznych i ścisłych. Ale to wcale nie oznacza, że możemy w Polsce poddać się i uznać, że nie będziemy się przejmować niskimi ocenami – mówi dr Krzysztof Pawłowski, ekspert ds. szkolnictwa wyższego i rektor National-Louis University w Nowym Sączu.
Eksperci tłumaczą jednak, że choć wymagania rankingu są mocno wyśrubowane, jest możliwy w nim awans. I jako przykład podają choćby Uniwersytet Karola w Pradze. On także startował z pozycji w czwartej setce, jednak w 2004 roku przebił się do trzeciej i wciąż utrzymuje wysoką pozycje. W uczelnię intensywnie inwestowano od kilku lat, zresztą kosztem innych mniejszych ośrodków, i opłaciło się. Naukowcy z tego uniwersytetu zaczęli osiągać niezłe wyniki na polu badań w naukach biologicznych i chemicznych, a za tym poszła w górę cytowalność.
– U nas rozwiązaniem mogłoby być choćby połączenie uczelni warszawskich: politechniki, uniwersytetów Medycznego i Warszawskiego w jedną wielką szkołę. Badacze na podobnych polach, zamiast konkurować, uzupełnialiby się, a ich wyniki sumowały na korzyść uczelni – uważa Pawłowski. – Ten efekt widać choćby po Jagiellońskim, który tylko dzięki połączeniu z Collegium Medicum utrzymuje się w czwartej setce – dodaje ekspert.
– Można by też zdecydować się na takie choćby małe kroki jak namówienie Wisławy Szymborskiej, by wykładała gościnnie na Jagiellonce – proponuje Rybiński. – Od razu punkty za wykładowców z Nagrodą Nobla poszłyby w górę. To żadne oszustwo, podobnie postępują uczelnie na całym świecie – tłumaczy.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: pol z IP: 99.141.172.* (2010-08-16 04:27)
O ile pamietam doktoraty i prace naukowe w Polsce wydawane sa w jezyku polskim. Nie kwalifikuja sie do zadnych statystyk. Tylko dla tego nasze uczelnie, (ktore nie zwiazane sa z technologia a zarazem z wielkimi wydatkami) sa tak slabo punktowane. W rzeczywistosci sa jednymi z najlepszych, a wiekszosc z pierwszej setki moze sobie pomarzyc o zasobie wiedzy jaka jest u nas przekazywana.
Osobiscie nie jestem wyksztalconym czlowiekiem ale dzieki staraniom w jak najleprzym wyksztalceniu moich synow orietuje sie w tym. Starszy jest w pierwszej na swiecie jezeli chodzi o ranking szkol technicznych a drugi wybiera sie do 20-stej w swiecie bo do leprzej nie wiadomosci lecz kasy nie starcza. Dla tego tez miedzy innymi polskie placowki inzynieryjne koleja. Finanse leza u zrodla ich slabej oceny. No bo nie kazdego stac wydac na np.
ACAD ktory jest prawie nieodzowny w edukacji i przyszlej pracy kosztujacy (orginalna wersja) 7-10 tys $.
2: iou z IP: 83.170.92.* (2010-08-16 04:53)
Jak się nie dziwię. Weźmy takie aplikacje prawnicze. Korporacje twierdzą, że magister prowadzący zajęcia w ramach korporacji lepiej przygotowuje do zawodu niż profesor będący adwokatem (radcą, notariuszem). I nie ma tu mowy o narzuconym programie, bo członkami korporacji są profesorzy - szefowie katedr, którzy sami decyduje o kształcie programu, podręcznikach (które sami piszą) doborze asystentów (też zazwyczaj członków korporacji).
Co więcej nigdy nie widziałem, żeby którykolwiek z nic protestował, kiedy korporacje do których należą krytykowały poziom ich nauczania.
3: Qui tacet non utique fateteur, sed z IP: 91.150.197.* (2010-08-16 07:51)
tamen verum est eum non negare.
Do 2
Mnie też to dziwi. Członkowie korporacji otwarcie ich krytykują, a ci nawet nie usiłują się bronić. Zmieniać w sposobie nauczania też nic nie próbują.
Więc o co tu chodzi? Rzeczywiście są gorsi od magistrów czy może są lepsi, ale celowo nie chcą niczego nauczyć. Naprawdę nie rozumiem.
4: Ny-oN z IP: 77.236.3.* (2010-08-16 08:42)
Widać, że autorka w Krakowie nie bywała, a w jego środowisku akademickim tym bardziej! Otóż "Jagiellonka" - to nasza (Uniwersytetu Jagiellońskiego) biblioteka, nikt u nas w Krakowie nie użyje tej nazwy na określenie Uniwersytetu!! Uniwersytet to inaczej UJ i już. Dla przykładu: potocznie mówi się "studiuję na UJ-ocie, idę po książki do Jagiellonki". Każdy były i obecny student UJ to potwierdzi! Mam nadzieję, że państwo dziennikarze przeczytają niniejsze i nie będą wypisywać bzdur w przyszłości.
5: LW z IP: 83.13.135.* (2010-08-16 09:17)
Zaprośmy jeszcze Lecha Wałesę na gościnne wykłady i punkty pójdę jeszce bardziej wgórę:)
6: mark z IP: 94.254.153.* (2010-08-16 10:04)
@ LW: uniwersytetami to sa Oxford, Harvard, etc., a UJ-ot to po prostu Jagiellonka. :P
7: German z IP: 79.191.231.* (2010-08-16 10:47)
"Niemcy przeznaczają 80 mld € na naukę i szkolnictwo ! , a Polska ile ? - 8 mld PLN"
Polak powinien umiec czytac, pisac i nie koniecznie juz rachowac.
Dziekuje za uwage.
8: albin z IP: 85.128.35.* (2010-08-16 11:07)
nasze uczelnie to skansen i tyle. Profesorowie chałturzący w pięciu miejscach naraz, adiunkci goniący za paroma groszami po całym mieście. Masa przyjmowanych studentów, gdzie z góry wiadomo, że rzetelnie nauczyć się nie da w takiej masie, a do tego rodzinne przyjmowanie swojaków na doktoraty i tak to dalej idzie...
Czy w szanującym się kraju jest możliwe, że profesor pracuje na uniwerku i nie napisał od 15 lat ŻADNEJ książki, ba nawet artykułu ?! a u nas to standard, godnie podtrzymywany przez państwo zapewniające autonomię uczelni. Nie dziwić się potem wynikom skoro całe tzw. szkolnictwo wyższe opiera się u nas na fikcji, że naukowcy nad czymś pracują i uczą a studenci rzetelnie chodzą i zdobywają wiedzę
9: dsa z IP: 77.253.198.* (2010-08-16 11:20)
Niestety, proszę spojrzeć na przekrój kadry badawczej i zarządzającej np. w Londynie. Kto z Polaków tam pracujących jest po polskiej uczelni? Nikt. A więc rodzice - do roboty i wysyłać dzieci do dobrych szkół. Wokół naszych uczelni roztacza się jedynie mgła "wielkości", ale jest to działanie zadufanych w sobie, prowincjonalnych "profesorów", którzy na świecie budzą (w zdecydowanej większości) dyplomatyczny uśmiech.
10: AMEN z IP: 91.150.140.* (2010-08-16 12:06)
NAUKĘ I JEJ POTENCJAŁ UNIWERSYTECKI OKREŚLA , GOSPODARKA KRAJU Z FINALNYM WYTWORZONYM, TOWAREM. W POLSCE NIE DOCZEKALIŚMY SIĘ NAWET PRODUKCJI WŁASNEGO ROWERU. GRONO PROFESORSKIE CZYTA NOWINKI TECHNICZNE Z LAT 1936 -1962 . MÓJ SYN KIEDY PISAŁ PRACĘ NA TEMAT OŚWIETLENIA ULICZNEGO I EKRANÓW AKUSTYCZNYCH, ZNALAZŁ KSIĄŻKI Z TEJ DZIEDZINY W KSIĘGARNI UNIWERSYTECKIEJ Z ROKU 1963 i 1971.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Emeryci i renciści, którzy pobierali nienależne świadczenia, maja powody do niepokoju. Sad Najwyższy w powiększonym składzie uznał, ze ZUS może się domagać bezterminowo zwrotu nienależnie pobranej emerytury lub renty.