W ponad 96 proc. po rozwodzie dziecko mieszka z matką. Ojcowie uważają, że są dyskryminowani i, nierzadko wbrew wyrokowi, ich byłe żony ograniczają lub wręcz uniemożliwiają kontakt z synem czy córką. Tylko w 2008 r. sądy musiały zadecydować o losie 40 tys. nieletnich, których rodzice się rozstawali.

Problem nierespektowania wyroków sądów rodzinnych po rozwodzie jest tak powszechny, że pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska powołała zespół ds. przeciwdziałania dyskryminacji ojców. Nad nowymi rozwiązaniami pracuje również komisja Przyjazne Państwo Janusza Palikota oraz parlamentarny zespół Rodzina 2030. Po wakacjach posłowie mają połączyć siły i wspólnie wypracować ustawę, która ureguluje sprawę przyznawania praw do opieki nad dzieckiem po rozwodzie.

Komisja Palikota jest zwolennikiem modelu wspólnej opieki, który sprawdza się w Stanach Zjednoczonych, Australii, Kanadzie, Hiszpanii, Niemczech, Francji czy Włoszech. Chodzi o system opieki zwany naprzemiennym. Przykładowo w Szwecji dziecko do lat 6 przebywa pół tygodnia z mamą i pół z tatą, a po ukończeniu 6 lat może to być tydzień tu i tydzień tu. Palikot ma już gotowy projekt ustawy, który przygotowały stowarzyszenia walczące o prawa ojców. – Zanim projekt zostanie oficjalnie zgłoszony, trzeba go głęboko przeanalizować, bo materia jest delikatna – zastrzega jednak posłanka PO Hanna Zdanowska z komisji Palikota.

Zdanowska wie, że pomysł Palikota ma wielu przeciwników w samej PO. – Dziecko to nie paczka, którą można dowolnie przerzucać z miejsca na miejsce – uważa minister Radziszewska.

Zespół Rodzina 2030 proponuje, aby małżonek, który ogranicza drugiemu kontakt z dzieckiem, był za to karany. Od niedawna z inicjatywy ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego grozi za to sankcja finansowa. Zdaniem szefowej zespołu, posłanki Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, to za mało. Bo faktyczną karą byłoby ograniczanie praw rodzicielskich takiej osobie. Rodzina 2030 postuluje też, by sąd rodzinny wyznaczał rozwodzącym się rodzicom konkretne obszary z życia dzieci, w których ich współpraca jest nieodzowna. – Tak, by wspólnie podejmowało się nawet takie decyzje jak założenie dziecku aparatu na zęby – tłumaczy posłanka Kozłowska-Rajewicz.

Jeszcze inne postulaty ma Radziszewska. Jej zdaniem wszystkie rozwodzące się pary powinny najpierw korzystać z obligatoryjnej mediacji. Stąd pomysł, by dla najbiedniejszych były one darmowe. – Resort pracy na razie nie jest przychylny tej propozycji, ale mam nadzieję, że to się zmieni – mówi nam Radziszewska.

Prace nad wspólnym projektem na dobre ruszą po sejmowych wakacjach. Posłowie PO przekonują, że nie będzie zgłaszania konkurencyjnych pomysłów, bo wszyscy są zgodni, że dziecko musi mieć kontakt z obojgiem rodziców i trzeba mu to prawnie zagwarantować.

sędzia Ewa Waszkiewicz, przewodnicząca Stowarzyszenia Sędziów Sądów Rodzinnych w Polsce

OPINIA

Po rozwodzie rodzice muszą przede wszystkim dojść do porozumienia ze sobą i zawrzeć ugodę dotyczącą kontaktów z dzieckiem. Zamiast rozstrzygać swoje wzajemne pretensje przed sądem, powinni skorzystać z pomocy mediatorów. Mediacje są w takim przypadku bardzo pomocne. To, co strony uzgodnią między sobą, ma większą rację bytu niż to, co narzuci im sąd. Nie pomogą tu żadne kary czy punkty karne nakładane na rodzica. Od ponad roku obowiązują przepisy zobowiązujące rodziców do ustalenia między sobą zasad, na jakich będą wykonywać wspólną władzę rodzicielską. Dokładne określenie w katalogu zamkniętym spraw, co do których rodzice powinni wspólnie podejmować decyzje, nie jest jednak dobrym rozwiązaniem. Katalog kwestii, w których niezbędne jest porozumienie rodziców, powinien być elastyczny. Nie ma obecnie przepisów, które wskazują, w jakich ważnych sprawach niezbędna jest zgoda obojga rodziców. Przykładowe określenie takich spraw byłoby więc wskazane.