Gmina – w myśl wprowadzonej reformy oświatowej – nie może odmówić przyjęcia do przedszkoli 5-latków i 6-latków. W rezultacie brakuje miejsc dla dzieci najmłodszych. 6-latki miały wprawdzie, jak planował rząd, uczęszczać już do szkół, ale szkoły nie zostały na czas przygotowane, więc przyjęły ich zaledwie 5 proc.

– Sześciolatki i pięciolatki traktujemy priorytetowo. Nie przyjęliśmy 430 młodszych dzieci, czyli ok. 10 procent zgłoszonych – mówi Barbara Fröhlich z Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Na potrzeby tego tekstu obdzwoniliśmy kilkadziesiąt gmin. Okazało się, że w dużych miastach, gdzie sytuacja jest stosunkowo najlepsza, miejsc nie ma dla 10 – 20 procent najmłodszych. W mniejszych miejscowościach skala odmów sięga 70 procent. Ale zdarzają się punkty, w których jest jeszcze gorzej. W Kętach, w gminie Lubicz czy w Spytkowicach w Małopolsce odesłano do domów nawet 80 procent dzieciaków.

– To wina rządu. Jeśli chciał, by 6-latki chodziły do szkół i nie blokowały miejsc w przedszkolach, powinien dać na to pieniądze – mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, prezes Związku Gmin Wiejskich RP.

Zdesperowani rodzice oblegają więc przedszkola prywatne, gdzie ceny wahają się od 400 do 1200 zł. Mimo to nawet tam zaczyna już brakować miejsc. – Codziennie odbieram po kilkanaście telefonów, ale od miesiąca odmawiam – mówi Marlena Gulewicz, dyrektor prywatnej placówki w Poznaniu.

Prawnicy podkreślają, że miejsce w przedszkolu to konstytucyjne prawo rodziców. Zatem ci, którzy czują się poszkodowani, niech skarżą gminę – radzi dr Stefan Płażek, adwokat i adiunkt w UJ. Sąd może już na pierwszej rozprawie nakazać umieszczenie dziecka w przedszkolu.

Rodzic ma też prawo domagać się od państwa odszkodowania za poniesione straty. A poniesie je, gdy zostanie zmuszony do skorzystania z usług przedszkola prywatnego albo niańki. Jeśli niczego nie wskóra w sądach polskich, pozostaje skarga do Strasburga.

Pod naciskiem rodziców i sądów może rząd w końcu zacznie brać odpowiedzialność za swoje reformy.

Gmina nie może odmówić przyjęcia 5-letniego dziecka do przedszkola. Taki obowiązek został na nią nałożony przez rząd. Samorządy, którym brakuje miejsc w przedszkolach, często nie przyjmują do nich trzy- i czterolatków, a dla pięciolatków zakładają oddziały przedszkolne w szkołach. W efekcie dziecko może tam trafić nie na cały dzień, ale na pięć godzin. A to jest dla ich rodziców dużym kłopotem.

– Nie możemy budować nowych przedszkoli. W 2012 roku sześciolatki trafią do szkół i wtedy mogą stać puste – mówi Tadeusz Konarski, dyrektor administracji oświaty w Kluczborku.