– Chcemy, żeby program pilotażowy wystartował jeszcze w tym roku. Dzięki niemu chcielibyśmy zweryfikować w praktyce rozwiązania, które znajdą się w naszym pakiecie ustaw – mówi Piotr Olechno, rzecznik resortu zdrowia.

Chodzi o to, żeby pilotaż nie skupiał się tylko na jednej zmianie. Ma sprawdzić, jak szpitale liczą koszty, a także przetestować zmieniony system szpitalnych kolejek. Niewykluczone również, że sprawdzone byłyby działania kilku funduszy zdrowia w miejsce NFZ.

W wybranym województwie (wciąż nie wiadomo, w którym) jego mieszkańcy mogliby wybrać jeden fundusz i się w nim ubezpieczyć. Tam trafiałyby pieniądze z obowiązkowej składki zdrowotnej. Niewykluczone jest przyjęcie takiego modelu, w którym składka zostałaby podzielona. To oznacza, że jej część trafiałaby do systemu obowiązkowego, a z pozostałej ubezpieczony kupowałby dodatkowe usługi niekoniecznie w tym samym funduszu (np. te usługi dentystyczne, które nie są gwarantowane).

– Kilku płatników zawsze wprowadza konkurencję. Walczą oni wtedy o pacjenta. Takie rozwiązanie funkcjonuje np. w Holandii – uważa Dorota Fal, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Konkurencja wymusza też na szpitalach poprawę jakości usług. Czują presję funduszy, które chcąc przyciągnąć do siebie jak największą liczbę ubezpieczonych, wybiorą placówki oferujące najlepsze warunki (zarówno jakościowe, jak i cenowe).

Sam pomysł pilotażu wydaje się ryzykowny. Eksperci uważają, że w ramach takiego programu należałoby raczej sprawdzić zmiany własnościowe w szpitalach.

Aby pilotaż był wiarygodny, musi trwać co najmniej rok. A to oznacza, że reforma ochrony zdrowia w całym kraju mogłaby ruszyć od 2012 roku.

– Jego przeprowadzenie ma zalety i wady. Nie wymaga zmian ustawowych, a sprawdza działanie konkretnych rozwiązań w praktyce. To może być ważny argument w późniejszej dyskusji o reformie – tłumaczy Dorota Fal.

ds