W efekcie finansujemy naukę języka polskiego dzieciom w Trypolisie, Kairze czy Pekinie, ale nie w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka 650 tys. Polaków.

Szkoły zakladają rodzice

Na Wyspach dotowany jest tylko zespół szkół i punkt konsultacyjny przy ambasadzie w Londynie. A około 100 placówek na terenie całej Wielkiej Brytanii to placówki społeczne, tworzone spontanicznie przez rodziców. W samym Londynie jest ich 12. – Te szkoły działają czasem tylko kilka miesięcy, bo na tyle starcza zapału rodzicom. Nie są systemowo nadzorowane i finansowane – przyznaje Joanna Wójtowicz z Polonijnego Centrum Nauczycielskiego w Lublinie.

Z inicjatywy rodziców przed trzema laty powstała Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście. Uczy się w niej setka dzieci w wieku od 4 do 16 lat. Rodzice płacą 240 funtów rocznie za jedno dziecko. Największym problemem jest brak własnego lokalu i wysokie opłaty za wynajem sal od miejscowej szkoły. Janusz Pawłowski, który w Belfaście zajmuje się administracją systemów komputerowych, posyła do niej w soboty 15-letniego syna. Chce, by miał kontakt z rówieśnikami polskojęzycznymi, a w przyszłości nie miał problemów kulturowych. Jego zdaniem szkoły społeczne poza Polską potrzebują tylko minimalnego wsparcia polskiego budżetu. – Pomoc powinna polegać na dostarczaniu materiałów do nauczania lub opłacaniu sal do nauki. Nie należy natomiast dotować pensji nauczycieli, ponieważ szkoła utraci autonomię i stanie się polską placówką oświatową poza granicami kraju – mówi Pawłowski.