NFZ nie obciąża nierzetelnych pracodawców nieopłacających składek zdrowotnych kosztami leczenia ich pracowników. Nie robi tego, mimo że ma takie prawo. Tłumaczy, że nie może tego robić, bo nie dysponuje np. aktualnymi listami osób, które są zatrudnione przez konkretną firmę.

Prowadzący szpitale twierdzą, że z tego powodu NFZ traci kilkaset milionów złotych rocznie. Związek Powiatów Polskich (ZPP) proponuje więc wprowadzenie rozwiązania, w którym środki ze składek byłyby co roku powiększane o kwotę, którą szpitale wydały na leczenie ubezpieczonych, za których nie były odprowadzone składki do NFZ.

Resort zdrowia nie widzi jednak problemu i twierdzi, że zaległości od nierzetelnych pracodawców są ściągane przez ZUS i następnie przekazywane do NFZ.

Płacą z własnej kieszeni

Jeżeli pracodawca nie odprowadza składek za pracowników, ich prawo do korzystania ze świadczeń finansowanych przez NFZ wygasa po 30 dniach od ostatniej wpłaty. Wtedy pracownik, który trafi do szpitala, nie może udowodnić, nie z własnej winy, że jest ubezpieczony.

– Od każdego pacjenta szpital, lekarz czy przychodnia musi żądać dokumentu, który potwierdza, że jest ubezpieczony. Tylko wtedy koszt świadczenia pokryje NFZ – tłumaczy Kamila Wicińska, rzecznik prasowy dwóch szpitali klinicznych w Bydgoszczy.

Dodaje, że część pacjentów zaraz po przyjęciu do szpitala informuje, że nie jest ubezpieczona i nie ma innego tytułu ubezpieczenia. Wtedy płacą za udzielone świadczenia. Osoby takie stanowią jednak mniejszość.

Pozostali chorzy przeważnie twierdzą, że są ubezpieczeni, tylko nie mają przy sobie dokumentu, który to potwierdza. Na jego dostarczenie mają w takiej sytuacji do 30 dni. Większość to robi, ale zdarzają się też tacy, którzy, mimo że pracują, nie są ubezpieczeni, bo ich firma nie odprowadza w terminie składek zdrowotnych.