Nie muszą nawet pojawiać się na lekcjach, bo nikt nie sprawdza ich obecności. Najsłabsi są skreślani z listy dopiero pod koniec semestru, a i wtedy ponowne zapisanie się nie stanowi większego problemu. Szkoły policealne co roku kształcą tysiące fikcyjnych uczniów. Na ich edukację państwo przeznacza prawie miliard złotych.

– Jaki kierunek nauki pana interesuje? – pyta pracownica sekretariatu Regionalnego Ośrodka Edukacji w Poznaniu.

– Potrzebne mi jest tylko zaświadczenie do ZUS, jak najszybciej – mówię wprost.

– Mamy właśnie zapisy na semestr zimowy. Kilka kierunków w promocji, nie trzeba płacić wpisowego. Natychmiast po złożeniu dokumentów dostanie pan zaświadczenie do ZUS, KRUS, WKU – zachwala kobieta.

Gdy pytam, co się stanie, jeśli zacznę notorycznie opuszczać zajęcia, pracownica ROE przyznaje, że wtedy zostanę skreślony z listy. – Ale klasyfikujemy uczniów dopiero na koniec semestru – uspokaja mnie.

– Czy będę mógł znowu się zapisać? – upewniam się.

– Oczywiście, tylko za promocję będzie pan musiał zwrócić, czyli to wpisowe, z którego byłby pan zwolniony. Jakieś 50 zł – wyjaśnia pracownica ROE.

Zadzwoniliśmy do kilku szkół policealnych. Wszędzie zadawaliśmy podobne pytania. I wszędzie otrzymywaliśmy takie same odpowiedzi. – Promocje, darmowe kierunki, zwolnienia z czesnego, zaświadczenia od ręki – zapewniali nas pracownicy tych placówek.

Więcej: Państwo płaci miliard za fikcyjnych uczniów

dziennik.pl