Firmy coraz częściej żądają od kandydatów do pracy przedstawienia opinii z ostatniego miejsca zatrudnienia. Kontaktują się też same z byłym pracodawcą, aby zweryfikować referencje danej osoby. Chcą jak najlepiej zabezpieczyć się przed przyjęciem niewłaściwej osoby. Z kolei pośrednicy pracy chronią się przed ewentualną utratą dochodów w przypadku reklamacji.

Takie praktyki mogą oznaczać jednak łamanie prawa wynikającego z ochrony danych osobowych. Problemem zajął się Michał Serzycki, generalny inspektor danych osobowych (GIODO). Przygotowuje rekomendację dla resortu pracy i marszałka Sejmu w sprawie zmiany art. 221 k.p., ograniczającego pracodawcom dostęp do informacji o pracownikach.

– Pracujemy nad zmianami w przepisach, które wyważą interesy obu stron stosunku pracy. Pracodawcom zapewnią właściwą kontrolę pracowników, a pracownikom lub kandydatom zagwarantują ochronę prywatności – mówi Michał Serzycki.

W praktyce może to oznaczać zalegalizowanie referencji i zwiększenie dostępu pracodawców do danych szczególnie chronionych, które są kluczowe przy ocenie przydatności danej osoby do pracy. Warunek: firmy będą musiały precyzyjnie uzasadnić, dlaczego domagają się tych informacji.

Zatrudnię z dobrą opinią

Firmy coraz częściej domagają się referencji już nie tylko od kluczowych menedżerów, lecz także ochroniarzy, kierowców czy księgowych. Artur Witkowski, właściciel Biura Obsługi Projektów Europejskich Europrogres z Elbląga, obecnie poszukuje szkoleniowca do Katowic. W ogłoszeniu o pracę zaznaczył, że bezwzględnie wymaga referencji. Tłumaczy to chęcią zabezpieczenia się na wypadek problemów.

– Referencje dają mi pewną gwarancję, że osoba, którą przyjmę, faktycznie prowadziła podobne projekty i zna się na swojej pracy. Może prowadzić je bez mojego nadzoru – przekonuje Artur Witkowski.

Anna Piotrowska-Banasiak, headhunter z firmy Antal International, też nie widzi nic niewłaściwego w zbieraniu informacji o kandydatach w ich byłych, a nawet aktualnych miejscach pracy. Procedurze tej poddawane są wszystkie osoby, które poszukują pracy za pośrednictwem ich firmy.

Według headhunterki same referencje pisemne wystawione przez byłego pracodawcę są zwykle mało wiarygodne. Zdarza się, że byli pracownicy sami je dla siebie piszą, wpisując nie swoje sukcesy albo nieprawdziwy zakres obowiązków, a szefowie, tylko po pobieżnym sprawdzeniu, pod takim dokumentem się podpisują. Rozmowa z byłym szefem pomaga ustalić, czym dany człowiek naprawdę się zajmował, jego silne i słabe strony i prawdziwy powód jego odejścia z firmy.

Pracodawcy przyznają jednak, że czasami są wciągani w dyskusje na temat uczciwości byłych podwładnych, ich uzależnień, preferencji seksualnych, poglądów politycznych czy aktywności w związkach zawodowych. Problem może pojawiać się wówczas, gdy podawane przez byłych szefów informacje są pomówieniem. Taki przypadek niesłusznie posądzonego o kradzież przez byłą szefową kierowcy zawodowego opisywał niedawno Kurier Krapkowicki.