– To może niekorzystnie odbić się na pacjentach – ostrzega prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.

Co ma się zmienić? Dziś koszt leku refundowanego płacony jest w dwóch częściach. Tzw. limit płaci Narodowy Fundusz Zdrowia. Resztę – pacjent. I ta część poddana jest regułom konkurencji. Dlatego w różnych aptekach ten sam lek refundowany ma różną cenę. Teraz pacjent nie musiałby już ich porównywać, bo wszędzie kosztowałby tyle samo.

- W tej chwili w aptekach panuje wolna amerykanka. Określone grupy aptek mają nienależne przywileje kosztem innych. Chcemy mieć na tym nadzór, tak jak jest w innych krajach. Akcje rabatowe, które polegają na tym, że wypływają środki publiczne, nie mogą już mieć miejsca – tak mówił wiceminister zdrowia Marek Twardowski, prezentując założenia nowej ustawy. Teraz zostaną one poddane konsultacjom społecznym.

Według prezes UOKiK Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel usztywnienie cen leków proponowane przez resort zdrowia może przynieść skutek odwrotny do zapowiadanego. A w dodatku niekorzystnie odbić się na pacjencie, który zostanie zmuszony do zakupu leków po znacznie wyższych cenach. Dlaczego? – Firmy farmaceutyczne nie będą mogły konkurować w granicach dopuszczalnych dziś przez prawo – tłumaczy prezes Krasnodębska-Tomkiel.

Takie zagrożenie widzą także właściciele niektórych aptek. Jak mówi prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej Stanisław Piechula, nowy system nie zlikwiduje promocji. – Minister nie może zakazać przekazywania darowizn przez apteki na rzecz pacjentów. A to właśnie na tym polega promocja „leki za grosz” – tłumaczy. I dodaje, że po wprowadzeniu nowych zasad głównym rozgrywającym będą firmy farmaceutyczne. Będą one mogły wybranym hurtowniom sprzedawać swoje produkty taniej, a w aptekach cena i tak będzie taka sama.

A co o projekcie sądzą politycy? Poseł Maciej Orzechowski z PO, prywatnie lekarz, zachwala pomysł. – To, że teraz lek kosztuje w jednych aptekach 10 zł, a w innych 15 zł, nie oznacza, że po wprowadzeniu zmian we wszystkich będzie kosztował piętnaście. Przed wprowadzeniem leku będą negocjacje, więc cena będzie adekwatna do tego, ile taki lek kosztuje za granicą. A często jest to dużo mniej niż u nas – tłumaczy.

W podobnym tonie wypowiada się szef sejmowej komisji zdrowia Bolesław Piecha. Podkreśla on, że w Europie wiele państw ma podobny system finansowania leków. – Dzisiaj cena wyjściowa narzucona przez koncerny jest bardzo wysoka. Dopiero później, na poziomie hurtowni czy aptek, obniża się je, korzystając z rabatów. Boję się jednak, że w pierwszej fazie to rozwiązanie może doprowadzić do wzrostu cen leków, a nie spadku – tłumaczy Piecha.

Z kolei były minister zdrowia Marek Balicki uważa, że powrót do cen urzędowych jest ryzykowny, zwłaszcza w czasach kryzysu. Jak przekonuje, nie zlikwiduje to promocji, jakie stosują sieci aptek. – Apteki zastosują inne metody: do leków będą dawać nagrody albo przyznawać punkty za zakupy – mówi Balicki.