– Zgłosiłam się do szpitala i ze względu na zagrożenie życia dziecka musiałam tam zostać do dnia porodu. Lekarz powiedział, że nie wystawi mi zwolnienia, bo muszę już korzystać z urlopu macierzyńskiego – mówi Krystyna Wilczyńska z Lublina, która miesiąc temu urodziła syna.

W podobny sposób lekarze traktują wiele kobiet w ciąży. Część z nich twierdzi, że nie może wystawić zwolnienia na dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem porodu, bo nie pozwalają na to przepisy kodeksu pracy.

– Faktycznie lekarze traktują tę kwestię w różny sposób. Nie wynika to z ich złej woli, ale raczej z mało precyzyjnych przepisów. W naszej placówce lekarze wystawiają zwolnienia, jeżeli jest to uzasadnione względami medycznymi – przyznaje Kamila Wiecińska, rzecznik Szpitala Uniwersyteckiego im. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy.

Sprawą zajęło się Ministerstwo Zdrowia, które przygotowało wyjaśnienie w tej sprawie. Zgodnie z art. 180 par. 3 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (Dz.U. z 1998 r. nr 21, poz. 94 z późn. zm.) kobieta w ciąży może zacząć korzystać z urlopu macierzyńskiego na co najmniej dwa tygodnie przed przewidywalną datą porodu.

– Nie oznacza to, że kobiety mają obowiązek korzystania z tego prawa, a tylko taką możliwość – mówi Dagmara Korbasińska, dyrektor Departamentu Matki i Dziecka Ministerstwa Zdrowia.

Dodaje, że hospitalizowane kobiety w ciąży oczekujące na poród powinny otrzymać zwolnienie, a szpital zobowiązany jest je wystawić. Placówka nie ma prawa oczekiwać, żeby kobieta ciężarna w okresie hospitalizacji korzystała z urlopu macierzyńskiego.

Obecnie urlop macierzyński wynosi 20 tygodni po urodzeniu jednego dziecka. Jego wymiar ulega zwiększeniu w sytuacji, gdy kobieta urodzi w czasie jednego porodu więcej niż jedno dziecko. Jeżeli na świat przyjdą bliźniaki, to matce przysługuje 31 tygodni urlopu macierzyńskiego, trojaczki – 33 tygodnie, czworaczki – 35. W sytuacji gdy urodzi pięcioraczki to jej urlop macierzyński wynosi 37 tygodni.