IRENA KOTOWSKA

W najbliższych 10 latach liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie o 2 mln. Równocześnie o około 1,8 mln zwiększy się liczba osób starszych. Dlatego nie można odkładać dyskusji o tym, co zrobić, by Polacy pracowali dłużej. Ostatnie działania rządu, czyli wygaszenie wielu przywilejów emerytalnych od tego roku, spowodują zapewne, że w końcu przestanie spadać aktywność osób w wieku starszym. Nie rozumiem jednak, dlaczego tak emocjonalnie traktowane jest inne rozwiązanie tej kwestii, czyli wydłużenie wieku emerytalnego. Nie unikniemy tego. Możemy tylko dyskutować, jak do tego dążyć.

WIKTOR WOJCIECHOWSKI

Żyjemy coraz dłużej. Od początku lat 90. przeciętna długość życia wzrosła o trzy lata. Wydłuża się też okres, w którym jesteśmy zdrowi i możemy pracować. Nie jest tak, że gdy kobieta skończy 60 lat, a mężczyzna 65, to już nie mogą być dłużej zawodowo aktywni. Badania pokazują, że mężczyźni są w stanie pracować do 66 lat, a kobiety do 70 lat. Zdolność do pracy jest wyraźnie wyższa niż obecny ustawowy wiek emerytalny.

IRENA KOTOWSKA

Analizowane przez nas dane dotyczące wskaźników niepełnosprawności też potwierdzają poprawę zdrowia Polaków. Osoby w wieku 45 – 60 lat cieszą się dobrą kondycją. Jednak tylko 26 proc. kobiet z tej grupy pracuje.

Dyskryminujące przywileje

WITOLD MICHAŁEK

Dyskusja na temat wieku emerytalnego wiąże się z tym, co czeka nas za 10, 20 czy 30 lat. Zmienia się demograficzna struktura ludności. Przybędzie starszych osób, zmaleje liczba zdolnych do pracy. Czekają nas więc poważne wyzwania. Ale dyskusja jest trudna z dwóch powodów. Po pierwsze nikt nie lubi, gdy grozi mu odebranie jakiegoś przywileju. Po drugie dotyczy ona czasu przyszłego, a biorący w niej udział chcą załatwić bieżące, najczęściej polityczne, interesy. Trzeba docenić dotychczasowe działania rządu dotyczące wygaszania przywilejów. Ale brak woli wydłużania wieku emerytalnego jest bardziej reakcją na bieżące problemy polityczne niż racjonalnym działaniem wynikającym z zagrożeń.

JOLANTA FEDAK

W ciągu 10 lat od wprowadzenia reformy w 1999 roku nasz rząd zrobił najwięcej dla wydłużenia aktywności zawodowej. To ja powinnam czuć się jak gwiazda. Zmalała liczba uprawnionych do wcześniejszej emerytury z tytułu pracy w tzw. szkodliwych warunkach. Była to spora grupa osób – około 1 mln. Wydłużyliśmy pracę nauczycieli. Uniemożliwiliśmy też przechodzenie na emerytury 55-letnich kobiet z 30-letnim stażem ubezpieczeniowym oraz 60-letnich mężczyzn z 35-letnim stażem. To ogromna zmiana, bo do tej pory kobiety odchodziły, mając 56 lat, a mężczyźni zaraz po ukończeniu 60. roku życia. A nas po prostu na to nie stać. Co roku dopłacamy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych kilkadziesiąt miliardów złotych. W 2010 roku będzie to kwota prawie 40 mld zł. Podnieśliśmy więc tzw. efektywny wiek emerytalny o 5 lat. To faktyczny moment odejścia z rynku pracy. Do tej pory nikomu się to nie udało. Wprowadzamy program 50+, czyli zachęcamy pracodawców, by zatrudniali osoby ze starszej grupy wiekowej.

Jednocześnie rozpoczęliśmy pracę nad polityką rodzinną. Bez przyrostu naturalnego przyszłość systemu emerytalnego jest niepewna. Chcemy ułatwić godzenie obowiązków zawodowych i rodzinnych. Po to, by łatwiej było wejść na rynek pracy młodym osobom, zwłaszcza kobietom. Pracujemy więc nad tzw. ustawą żłobkową, uchwaliliśmy też ustawę rodzinną. Aby zachęcić kobiety do pracy, musimy zagwarantować powstanie infrastruktury: żłobków, przedszkoli, świetlic.

Czy w tej sytuacji proponowanie wyrównania i wydłużenia wieku emerytalnego, kiedy przedłużyliśmy efektywnie o 5 lat wiek przechodzenia na emeryturę, jest słuszne? W jakiejś dalekiej perspektywie tak. Jednak wewnątrz systemu mamy tak dużo do zrobienia, że proponowałabym skupić się na tym, by na rynek pracy wchodziły liczniejsze roczniki. Bilans się nie zmieni. Bez względu na to, czy wydłużymy, jak Niemcy, za 17 lat wiek emerytalny z 65 do 67 lat, czy poprowadzimy rozsądną i efektywną politykę rodzinną tak, by za 18 lat weszły na rynek pracy roczniki o połowę lub 25 proc. liczniejsze.

WIKTOR WOJCIECHOWSKI

Podnoszenie dzietności jest ważne, ale podnoszenie wieku emerytalnego nie stoi z nią w sprzeczności. Jeśli nie wydłużymy aktywności zawodowej, a zobowiązania emerytalne będą wzrastały, trzeba będzie zwiększyć podatki. Badania, które analizują główne determinanty dzietności, mówią, że są to wysokość dochodu, możliwość podejmowania przez kobiety pracy w niepełnym wymiarze czasu, a na trzecim miejscu – żłobki i przedszkola. Niepodwyższanie wieku emerytalnego spowoduje wzrost podatków. Zwiększenie sieci żłobków i przedszkoli nie zwiększy wcale zatrudniania kobiet. Jeden czynnik zneutralizuje drugi. Wyższy klin podatkowy zneutralizuje nawet najlepszą politykę rodzinną.

WITOLD MICHAŁEK

Niższy wiek emerytalny kobiet to przypadek dyskryminującego przywileju. Kobiety przechodzą wcześniej na emeryturę, ale są przez to karane niższym świadczeniem. Defensywna reakcja ministerstwa wynika z tego, że duża część obywateli wyborców jest przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego. Przesuwa się więc rozwiązanie tego problemu na jakąś nieokreśloną przyszłość. A przecież można to zrobić spokojnie, wprowadzając stopniowe wydłużanie wieku np. co rok o pół roku od 2014 roku, czyli daty, kiedy w pełni zacznie działać nowy system. Chcę też zaprotestować przeciw słowom pani minister dotyczących hierarchii celów. Trzeba wykonywać jednocześnie wiele działań. Zarówno aktywizować wchodzących na rynek pracy, jak i tych, którzy chcą z niego odejść w stosunkowo młodym wieku. Nie bez znaczenia jest też polityka rodzinna. Ale jednym z tych instrumentów powinno być zrównanie wieku emerytalnego. Dlaczego nie możemy tego robić jednocześnie.

IRENA KOTOWSKA

Tak. Bo skutki nawet bardzo dobrej polityki rodzinnej i rynku pracy, które stwarzają warunki do podejmowania decyzji o urodzeniu dziecka, będą odczuwalne dopiero za 20 lat. Dlatego musimy już teraz podejmować decyzje, aby kobiety dłużej pozostawały na rynku pracy. A takim działaniem może być podnoszenie ich wieku emerytalnego.