Szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel w oświadczeniu przesłanym w czwartek PAP napisał: "Od kilku miesięcy trwa w Polsce i stopniowo się zaostrza ogólnopolski +strajk+ placówek ochrony zdrowia finansowanych ze środków publicznych, w tym zwłaszcza szpitali". Według niego "strajk" ten polega na ograniczeniu funkcjonowania lecznic z powodu braku środków. Jego zdaniem, ta sytuacja spowodowana jest tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia "wykonując zalecenia rządzących, przestał płacić za świadczenia zdrowotne".

"NFZ finansuje świadczenia na poziomie planu finansowego zatwierdzonego przez ministra zdrowia i ministra finansów. Płaci za to, co jest zapisane w kontraktach ze świadczeniodawcami" - powiedziała PAP rzeczniczka NFZ Edyta Grabowska-Woźniak.

Dodała, że nakłady na lecznictwo szpitalne w ciągu ostatnich trzech lat wzrosły o 30 proc. "Funkcjonujemy w określonej rzeczywistości - jest kryzys, wpływy ze składki na ubezpieczenie zdrowotne są niższe. My występujemy w interesie pacjentów, a OZZL zabiega o interes jednej grupy zawodowej" - podkreśliła rzeczniczka NFZ.

OZZL nie wie dokładnie, ile placówek "bierze udział w akcji". Zdaniem Bukiela jest ich coraz więcej i są to zakłady z wszystkich regionów kraju. "+Strajk+ przypomina nieco akcję protestacyjną prowadzoną przez OZZL w roku 2007, ale są też istotne różnice. Obecny +strajk+ jest bardziej dotkliwy i bezwzględny dla pacjentów" - podkreślił szef OZZL.

Dodał, że protest zorganizowany wówczas przez OZZL trwał stosunkowo krótko, a świadczenia, które nie zostały wykonane w tym czasie były przeprowadzone w późniejszym terminie. "Organizatorzy obecnego +strajku+ nie przewidują odrobienia zaległości, a więc pacjenci, których leczenie zostało odłożone z powodu obecnej akcji, muszą od nowa czekać w kolejce. Niewykluczone, że część z nich nie doczeka się tego leczenia" - uważa Bukiel.