Przepisy o czasie pracy lekarzy wymagają doprecyzowania. Domagają się tego zarówno lekarze, jak i Państwowa Inspekcja Pracy (PIP). Po prawie dwóch latach obowiązywania znowelizowanej ustawy o zakładach opieki zdrowotnej (ZOZ), która dostosowuje czas pracy lekarzy do norm unijnych, dokładnie widać jej mankamenty.

Lekarze wcale nie pracują krócej, a bezpieczeństwo pacjentów nie uległo poprawie. Dodatkowo, ze względu na braki kadrowe występujące w większości szpitali, zwiększa się liczba tzw. lekarzy kontraktowych, czyli takich, którzy świadczą usługi w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Co prawda zarabiają więcej, ale są pozbawieni ochrony i praw wynikających z kodeksu pracy.

– Dostosowanie czasu pracy lekarzy do wymogów unijnych miało chronić interesy lekarzy i pacjentów. Tak się nie stało. Przybywa lekarzy kontraktowych, a to jest całkowicie sprzeczne z trendami europejskimi. W większości krajów UE przeważają lekarze etatowi – podkreśla Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady lekarskiej (NRL).

Więcej kontraktów

– Zwiększenie liczby lekarzy kontraktowych było jedynym sposobem na zapewnienie funkcjonowania szpitala przez 24 godziny tak, aby nie łamać unijnych przepisów o ich czasie pracy. Na wszystkich oddziałach, oprócz ginekologiczno-położniczego, pracują wyłącznie kontraktowcy – mówi Cecylia Domżała, dyrektor Szpitala Powiatowego w Wyszkowie.

W podobnej sytuacji są inne placówki ochrony zdrowia. W szpitalu klinicznym nr 2 w Bydgoszczy lekarzy kontraktowych jest aż 280, natomiast zatrudnionych na etacie jedynie 65.