Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt P 46/07) dotyczącym niekonstytucyjności odbierania prawa jazdy dłużnikom alimentacyjnym gminy czekają na jego uzasadnienie i wytyczne resortu pracy, co mają robić. Część z nich (m.in. Rzeszów) na razie wstrzymuje procedury związane z odbieraniem prawa jazdy, ale inne (np. Płock i Szczecin) kontynuują składanie wniosków do starosty.

– Dopóki obecne przepisy o Funduszu Alimentacyjnym nie zostaną znowelizowane, będziemy wysyłać wnioski o odebranie prawa jazdy – mówi Joanna Błachowska-Kurbiel, dyrektor Szczecińskiego Centrum Świadczeń.

Trybunał uznał m.in., że zatrzymanie prawa jazdy nie służy jednocześnie skuteczniejszej egzekucji alimentów. Większość gmin obawia się jednak, że odebranie im takiego narzędzia oddziaływania na niesolidnych rodziców spowoduje, że trudniej będzie egzekwować zaległe alimenty.

– Gdy otrzymywali pismo z wydziału komunikacji, że będą go pozbawieni, nagle zgłaszali się do nas, mimo że wcześniej notorycznie uchylali się od kontaktu z nami – mówi Eliza Dygas, kierownik działu świadczeń rodzinnych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku.

Zdaniem Elizy Dygas podnoszony przez Trybunał argument mówiący o tym, że odebranie prawa jazdy pozbawia dłużnika źródła dochodu i dlatego nie może łożyć na dzieci, nie jest do końca uzasadniony.

– Jeżeli ma pracę i nie uchyla się od współpracy z nami, taki wniosek nie jest składany – mówi Eliza Dygas.

Również zdaniem ekspertów odbieranie prawa jazdy jest dobrym narzędziem wobec rodziców niepłacących alimentów.

– Odebranie prawa jazdy dawało natychmiastowy efekt. Trzeba szukać nowych rozwiązań, które spowodują, że państwo nie będzie tak dużo płacić za rodziców uchylających się od obowiązku alimentacji – mówi Marek Rymsza, ekspert Instytutu Spraw Publicznych.

10,6 proc. należności zwracają dłużnicy alimentacyjni w stosunku do wypłacanych przez gminy świadczeń