Potwierdzają to sami lekarze. "Tu rządzi zasada: doktor pracuje, doktor ma. Sam spędzam w pracy ponad 9 godzin dziennie, nie licząc czasu, jaki muszę poświęcić na śledzenie publikacji naukowych, dokształcanie się" - mówi dr Jacek Tulimowski, ginekolog i położnik. Przyznaje, że jego zarobki w dużej mierze zależą od tego, ile pacjentek zdecyduje się na wizyty w dwóch jego prywatnych gabinetach.

"Co z tego, że zarabiam prawie 20 tysięcy złotych miesięcznie, skoro moja rodzina widzi mnie od wielkiego dzwonu, bo ja codziennie gonię ze szpitala do przychodni albo mam dyżur" - żali się wicedyrektor powiatowego szpitala w województwie lubelskim, lekarz specjalista z 20-letnim stażem pracy.

Wielu lekarzy łączy pracę w szpitalu, prywatną praktykę czy etat w przychodni z pracą na uczelni. Ale niektórzy nie są przy tym uczciwi. "Sprawdzamy, ilu lekarzy pracuje w kilku przychodniach naraz" - potwierdza Beata Kosiorek-Aszkielewicz z łódzkiego NFZ.

Jak wynika z kontroli przeprowadzonych kilka miesięcy temu przez Narodowy Fundusz Zdrowia, rekordzista był zatrudniony na 25 etatach.

Czytaj więcej na dziennik.pl.

Barbara Sowa

dziennik.pl