Związkowcy w środę w rozmowie z PAP zapowiedzieli, że podczas spotkania będą zabiegać o większy wzrost płac.

"Początkowo rząd proponował nam dwie podwyżki: w styczniu o 1 proc. i we wrześniu o 3 proc. - to bardzo mało, dużo mniej niż zapisano w ubiegłorocznym porozumieniu między związkami zawodowymi a rządem. Teraz pojawia się propozycja jednej podwyżki 7-procentowej dopiero we wrześniu, czyli w dziewiątym miesiącu roku. To jeszcze mniej korzystna propozycja niż wcześniejsza" - zauważył szef zespołu płacowego Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa.

Według niego nie dość, że realnie oznacza to trochę mniej niż wcześniej rząd proponował, to jeszcze nim nauczyciele dostaną podwyżki, "zdąży je zjeść inflacja".

"Mogą być dwie podwyżki. Może też być jedna podwyżka, np. od kwietnia. Jeśli chodzi o terminy, to tu jesteśmy otwarci na negocjacje"

"Opowiadamy się nadal za zapisem z porozumienia, czyli dwa razy po 5 procent. Jeśli zaś jest tak źle, że rząd nie może znaleźć pieniędzy dla nauczycieli, to niech wycofa się z wprowadzania w tym roku jednej dodatkowej obowiązkowej godziny pracy dla nauczycieli w tym roku szkolnym i z drugiej w przyszłym roku" - powiedział Proksa.

Propozycję premiera krytykuje też przewodniczący Branży Nauki, Oświaty i Kultury Forum Związków Zawodowych Sławomir Wittkowicz. "Stanowczo ją odrzucamy" - podkreślił. "7 procent brzmi propagandowo lepiej, niż 1 i 3 proc., ale średniorocznie to prawie to samo; wypada 2,33 proc. To poniżej zakładanej inflacji" - uważa Wittkowicz.

Zaznaczył, że Forum konsekwentnie opowiada się za podwyżką rzędu 6-7 proc. średniorocznie. "Mogą być dwie podwyżki. Może też być jedna podwyżka, np. od kwietnia. Jeśli chodzi o terminy, to tu jesteśmy otwarci na negocjacje" - powiedział.

"Będziemy zabiegać o wyższy wzrost płac, o podwyżki w wysokości co najmniej 8 proc. od września 2010 r."

"Będziemy zabiegać o wyższy wzrost płac, o podwyżki w wysokości co najmniej 8 proc. od września 2010 r." - zapewnił PAP prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Jak mówił, propozycja dwóch podwyżek w roku, gdy jedna z nich ma być tylko 1-procentowa, jest bez sensu. "Wprowadzenie 1-procentowej podwyżki wymaga dużo czasu, pracy, a na rękę nauczyciele dostaną tylko kilkadziesiąt złotych więcej. Lepiej zrobić jedną podwyżkę" - powiedział.

Zgodnie z porozumieniem zawartym w ubiegłym roku między związkami zawodowymi działającymi w oświacie a rządem, wzrost wynagrodzeń nauczycieli w przyszłym roku ma być nie mniejszy niż w tym roku, ale parametry wzrostu mają zależeć od możliwości budżetu państwa. W tym roku nauczyciele dostali wiosną jedną podwyżkę rzędu 5 proc. Drugą mają otrzymać pod koniec września - również 5-procentową.

Premier oświadczył, że niezależnie od kryzysu wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli muszą być priorytetem

Na początku sierpnia szef Zespołu Doradców Strategicznych Premiera Michał Boni zaproponował w imieniu rządu związkowcom wzrost płac nauczycieli w 2010 r. o 1 proc. w styczniu i o 3 proc. we wrześniu. Jak poinformował, proponowana przyszłoroczna podwyżka dla nauczycieli kosztowałaby budżet państwa 1,6 mld zł. Wysokość podwyżki, niższej niż zapisano w porozumieniu, tłumaczył kryzysem.

W poniedziałek premier powiedział dziennikarzom, że w przyszłym roku nie będzie dwóch podwyżek dla nauczycieli, w styczniu i we wrześniu, ale jedna 7-procentowa we wrześniu. "Dzielenie tej podwyżki w roku 2010, wariant 1 proc. plus 3 proc., jest powrotem do nienajlepszej praktyki symbolicznych podwyżek, które na końcu są upokarzające dla tych, którzy to biorą" - ocenił premier.

Premier oświadczył, że niezależnie od kryzysu wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli muszą być priorytetem. "Jeśli nic nie zdarzy się w polskiej gospodarce krytycznego, jeżeli wychodzenie z sytuacji kryzysowej będzie dobrze postępowało, w roku 2011 wrócimy do sekwencji podwyżek 5 plus 5, bo umówiliśmy się na wzrost w ciągu całej kadencji, który osiągnie per saldo 50 proc., a w roku 2012 uzupełnienie tego, czego nauczyciele nie otrzymają w roku 2010" - dodał premier.