Wiceszef sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży Sławomir Kłosowski (PiS) przekonywał podczas konferencji prasowej w Sejmie, że łączenie w jednej klasie dzieci w wieku sześciu i siedmiu lat jest dla obu grup niekorzystne, ponieważ na ogół - zwłaszcza w szkołach miejskich - klasy są bardzo liczne, co uniemożliwia nauczycielowi zajęcie się w sposób indywidualny potrzebami dzieci młodszych i starszych.

W ocenie rzecznika MEN Grzegorza Żurawskiego zarzuty te są bezzasadne, gdyż - jak podkreślił w rozmowie z PAP - "w systemie szkolnym klasy nigdy nie były jednorodne wiekowo". Ponadto - jak dodał - "nauczyciele nauczania początkowego są doskonale przygotowani do indywidualnego zajęcia się dzieckiem szkolnym zarówno sześcio- jak i siedmioletnim".

Posłowie PiS zwracali także uwagę, że często szkoły nie mają wystarczających środków na dostosowanie sal lekcyjnych do potrzeb sześciolatków.

Posłanka PiS Anna Zalewska krytykowała niedawne rozporządzenie szefowej MEN, zgodnie z którym szkoły od 1 września mają obowiązek zapewnić dzieciom miejsce, gdzie mogłyby one zostawiać podręczniki. Oceniła, że jest to "kosztowna bzdura MEN", bo co prawda dzieci nie będą musiały nosić ciężkich tornistrów, ale zmusi to rodziców do zakupu dwóch kompletów podręczników: do domu i do szkoły.

"Zachęcam posłów PiS do czytania ze zrozumieniem rozporządzeń, jakie wydaje Ministerstwo Edukacji i do zainteresowania się tym, co się dzieje w naprawdę w szkołach" - odpierał zarzuty rzecznik MEN. Podkreślił, że z rozporządzania jasno wynika, że zapewnienie dzieciom w szkołach miejsca na podręczniki nie niesie ze sobą żadnych skutków finansowych, zarówno dla rodziców, jak i dla szkół.

Zalewska skrytykowała ponadto fakt, że tzw. wyprawkę szkolną, czyli dofinansowanie zakupu podręczników lub pomocy szkolnych, rodzice otrzymają dopiero 28 listopada. Jej zdaniem pilnie trzeba zająć się zmianą tej zasady, ponieważ powoduje ona, że część rodziców jest zmuszona wstrzymać się z zakupem podręczników.

Kłosowski przypomniał też rozporządzenie minister edukacji z grudnia 2008 r., w wyniku którego - jak mówił - sześciolatki, które będą uczęszczać do przedszkoli albo zerówek zorganizowanych przy szkołach, nie będą uczyć się czytać i pisać, chociaż ich rówieśnicy, wysłani przez rodziców do pierwszej klasy, będą. Przestrzegł, że wskutek tego sześciolatki z przyszkolnych zerówek będą się czuły gorsze.

Kłosowski chce, by MEN poinstruowało nauczycieli - np. poprzez swoją stronę internetową - w jaki sposób mają prowadzić edukację, aby zniwelować to ryzyko. Najlepszym rozwiązaniem - jak zaznaczył - byłoby jednak, aby minister edukacji wycofała się ze swojego rozporządzenia.