E-learning – szkolenia przez internet bez konieczności ruszania się sprzed komputera – nie jest już najgorętszym tematem branży szkoleniowej. Ani na świecie, ani w Polsce. Dziś wizjonerów rynku zajmuje nowe zagadnienie: jak przygotować się do kolejnej rewolucji w szkoleniach, którą przyniesie upowszechnienie dostępu do internetu w telefonach komórkowych. I jak na tym zarabiać. Coraz częściej pojawia się określenie m-learning (m od angielskiego słowa mobile).

– Też o tym myślimy. To naturalny kierunek rozwoju zapisany w naszej strategii – podkreśla Joanna Schmidt, dyrektor zarządzający Edustacja.pl, internetowego serwisu z ofertami e-learningowymi. Na początku tego roku 20 proc. udziałów w spółce kupił Infor Training, należący do holdingu INFOR PL, jeden z największych graczy na rynku szkoleń, chcąc w ten sposób wejść na rynek e-szkoleń, a w przyszłości także m-szkoleń.

Tradycja i nowoczesność

Branża wie dziś, jak zarabiać na e-learningu, ale wciąż szuka sposobów na zwiększanie skali tego biznesu. Wprawdzie coraz więcej firm chce szkolić pracowników za pomocą e-learningu, ale wciąż większość robi to w sposób tradycyjny – na służbowych wyjazdach lub w wynajętych salach czy hotelach. Po części dlatego, że niektórych szkoleń nie można przeprowadzić inaczej niż w tradycyjny sposób, po części jednak dlatego, że niektóre firmy jeszcze o e-learningu nie słyszały. A przy odpowiedniej skali przedsięwzięcia może być tańszy nawet o 30–50 proc.

Nowe pokolenie lubi gadżety

W Polsce – jak szacują przedstawiciele rynku – e-learning to na razie nie więcej niż 10 proc. wszystkich wydatków firm na szkolenia. Ale to będzie się zmieniać. W ubiegłym roku według szacunków branży firmy wydały na e-szkolenia około 250–260 mln zł. Jednak mimo to firmy e-learningowe liczą, że wartość całego rynku wzrośnie do około 270–280 mln zł.

Przedstawiciele rynku zaczynają zdawać sobie jednak sprawę, że branża szkoleniowa nie zatrzyma się na e-learningu. Rozwój technologii sprawi, że za chwilę oferta e-learningu będzie niewystarczająca. Tak jak dziś niewystarczająca jest oferta szkoleń tradycyjnych.

– Dorasta pokolenie, które chce i będzie miało internet po prostu przy sobie. Będzie przyzwyczajone do tego, że korzysta z sieci wtedy, kiedy chce. Musimy być przygotowani na tę rewolucję. Jesteśmy na razie na początku drogi, jeśli chodzi o m-learning, ale taki sposób korzystania upowszechni się bardzo szybko, dlatego trzeba być do niego przygotowanym – dodaje Joanna Schmidt.

Coraz lepsze telefony

Już dziś coraz więcej osób korzysta z mobilnego internetu dzięki coraz lepszym telefonom i szerszemu (a także tańszemu) dostępowi do sieci. A to dopiero początek. Według specjalistów firm Informa Telecom & Media w roku 2010 nawet połowa ludzi na świecie może mieć dostęp do mobilnego internetu. Zainteresowanie firm szkoleniowych tym tematem widać podczas branżowych konferencji, podczas których coraz częściej mówi się o m-learningu, na świecie powstają nawet organizacje czy serwisy internetowe zajmujące się tematem.

O m-szkoleniach myślą też inne firmy, dla których może to być źródło nowych przychodów. Na przykład operatorzy telekomunikacyjni, którzy zarabiają na sprzedaży dostępu do mobilnego internetu. Do rewolucji przygotowują się też firmy piszące oprogramowanie – obecnie zarabiają głównie na pisaniu programów szkoleniowych, których używa się na komputerach, ale za chwilę potrzebne będą rozwiązania dostosowane specjalnie do komórek.

260 mln zł wydały firmy na szkolenia e-learningowe w 2008 roku