Po sejmowych wakacjach posłowie mają zająć się zmianami w zasadach przyznawania tzw. becikowego. Obecnie wynosi ono 1 tys. zł i przysługuje każdej rodzinie niezależnie od osiąganych dochodów. Kolejny 1 tys. zł jako dodatek do zasiłku rodzinnego z tytułu urodzenia dziecka otrzymują te rodziny, które spełniają kryterium dochodowe wynoszące 504 zł lub 583 zł (gdy wychowuje się w niej niepełnosprawne dziecko) na osobę w rodzinie.

– Chcemy zracjonalizować przyznawanie becikowego, aby trafiało do najbardziej potrzebujących rodzin – mówi Magdalena Kochan, poseł PO z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Postulat ten popiera rząd. Magdalena Kochan tłumaczy, że środki na to świadczenie pochodzą z podatków wszystkich obywateli i nie powinny wspierać, zwłaszcza w czasie kryzysu, zamożnych rodzin.

Posłowie PO proponują, aby 2 tys. zł becikowego otrzymywały rodziny spełniające podwojony próg dochodowy uprawniający do świadczeń rodzinnych. Ma to więc być ok. 1 tys. zł. Reszta rodzin, oprócz najzamożniejszych, dostawałaby świadczenie w obecnej wysokości.

Dr Marek Rymsza, ekspert Instytutu Spraw Publicznych, zwraca uwagę, że becikowe jest rozwiązaniem populistycznym, które miało służyć posłom do wykazywania, kto bardziej walczy o wspieranie rodzin.

– W obecnej sytuacji likwidacja becikowego ma być prostym sposobem na szukanie oszczędności w budżecie – mówi Marek Rymsza.

Jego zdaniem te zaoszczędzone pieniądze powinny być wykorzystane na wspieranie rodzin w inny sposób, np. wprowadzenie powszechnych zasiłków rodzinnych.

Przeciwko likwidacji becikowego dla wszystkich rodzin w tym momencie jest Dorota Głogosz z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

– Ze względu na kryzys rząd zlikwidował już rezerwę solidarności społecznej i obciął wydatki na świadczenia rodzinne i pomoc społeczną. W tej sytuacji nie powinien dalej osłabiać pomocy dla rodzin – mówi Dorota Głogosz.

Becikowe dla wszystkich rodzin obowiązuje od listopada 2005 r.