W Polsce działa 47 szpitali klinicznych, a tylko 12 z nich jest niezadłużonych. W ciągu ostatnich ośmiu lat ich zadłużenie wzrosło ponaddwukrotnie, a długi rekordzistów sięgają 200 mln zł. To tyle, ile ich roczny kontrakt z NFZ. Eksperci alarmują, że rząd musi przygotować dla nich tzw. plan B. Inaczej są skazane na zadłużanie się. Nie chodzi jednak o prosty model oddłużenia, w którym budżet spłaca zobowiązania szpitala, bo za kilka lat znów będzie on tonąć w długach.

Lekarstwem może być precyzyjne określenie miejsca klinik w systemie lecznictwa, wprowadzenie trudnych programów naprawczych, przekształcenie w spółki i zmiana ich finansowania. To natomiast wiąże się z koniecznością przejęcia w zdecydowanie większym stopniu obowiązku finansowania nauki przyszłych specjalistów przez budżet. Obecnie jest ono pokrywane ze środków, jakie kliniki dostają z NFZ na leczenie chorych. Tyle że Fundusz nie wlicza tego do kosztów świadczeń.

Bez programów naprawczych

W 2001 roku, gdy organami założycielskimi klinik stały się akademie medyczne, szpitale te były zadłużone na 667 mln zł. Obecnie ich dług wynosi ponad 1,59 mld zł. W spłacie ich długów niewiele pomogły dodatkowe środki, jakie od trzech lat otrzymują z budżetu w ramach specjalnego rządowego programu. Dzięki niemu od 2007 roku do szpitali trafiło dodatkowo 650 mln zł. Pozwoliło im to na spłatę części zobowiązań wobec kontrahentów czy banków, ale nie spowodowało realizacji programów naprawczych. Większość klinik w ogóle nie wprowadziła zmian w sposobie organizacji swojej pracy.

– Bardzo trudno jest przekonać środowisko akademickie do zmian, które oznaczają redukcję zatrudnienia i cięcie wydatków – mówi Jarosław Kozera, szef Centrum Konsultingowego ds. Szpitali Klinicznych Collegium Medium UMK.

Te, które na to się odważyły, tak jak np. kliniki wrocławskie, nie żałują. Dzięki restrukturyzacji ograniczyły długi o połowę.

– Dwie kliniki podległe Akademii Medycznej we Wrocławie były zadłużone na 292 mln zł. Po trzech latach zadłużenie zmalało do 122 mln zł. Ale wiązało się to z podjęciem przez nas bardzo radykalnych zmian w organizacji pracy szpitali, łącznie ze zwolnieniami – mówi Arkadiusz Förster, rzecznik Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Nauka to nie leczenie

Dyrektorzy szpitali klinicznych najczęściej tłumaczą, że ich placówki są skazane na zadłużanie, bo NFZ płaci zbyt mało za wykonywanie procedur wysokospecjalistycznych.

Resort zdrowia uważa jednak inaczej i podkreśla, że od ubiegłego roku wycena świadczeń wysokospecjalistycznych poprawiła się.

– Udało się to dzięki zwiększeniu liczby punków medycznych przypisanych do poszczególnych procedur. To ona decyduje o tym, ile ostatecznie Fundusz płaci za dane świadczenie – podkreśla Ewa Kopacz, minister zdrowia.

Problem polega jednak na tym, że pieniądze, które kliniki powinny wykorzystywać wyłącznie na leczenie pacjentów, finansują też koszty szkolenia przyszłych lekarzy i specjalistów. Nauczanie młodych lekarzy nie jest dodatkowo opłacane np. z budżetu.

– Rząd musi na nowo określić role szpitali klinicznych w systemie lecznictwa. Jeżeli mają leczyć, uczyć i pracować nad badaniami medycznymi, to należy zmienić też sposób ich finansowania – podkreśla Jarosław Kozyra.

Innym pomysłem jest rozdzielenie funkcji pełnionych przez szpitale kliniczne.

– To wiązałoby się np. z powstaniem odrębnych placówek. Jedna zajmowałaby się leczeniem pacjentów i mogłaby działać w formie spółki, a inna dzięki finansowaniu z budżetu i zdobywanym grantom uczyłaby lekarzy i zajmowała się badaniami naukowymi – dodaje Jarosław Kozyra.