Jak poinformował na briefingu po spotkaniu zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki, prezydent wysłuchał przedstawionych przez związkowców uwag dotyczących polityki edukacyjnej rządu i "z wieloma z nich zgodził się".

"Zgodził się również z sugestią, aby zorganizować coś w rodzaju edukacyjnego okrągłego stołu, a więc szeroką dyskusję z udziałem znawców zagadnienia, z udziałem osób bezstronnych, tak aby rozwiązania, które dotykają całego społeczeństwa, (...) były możliwie dobrze przemyślane" - powiedział Kownacki. Zaznaczył, że Lech Kaczyński chce wziąć udział w obradach planowanego okrągłego stołu. Pierwsza debata tego typu mogłaby, według Kownackiego, odbyć się w pierwszej połowie września.

Jak tłumaczył, prezydent zawsze deklarował, że jest przeciwny zbytniemu oddawaniu przez państwo kontroli nad edukacją i służbą zdrowia, a takich właśnie działań rządu obawiają się związkowcy. Zaznaczył, że "w zależności od tego jak posuną się prace legislacyjne (nad rządowymi projektami - PAP), pan prezydent będzie rozważał możliwość skorzystania z prerogatyw, jakie konstytucja wiąże z urzędem prezydenta".

Kownacki pytany, czy prezydent zawetuje ustawy, jeśli zostaną one uchwalone przez parlament, odpowiedział, że prace nad projektami są na zbyt wczesnym etapie, aby na ten temat się wypowiadać. "Natomiast pan prezydent jasno przedstawia swoje poglądy i to, jak widzi obowiązki państwa w poszczególnych dziedzinach. Z tego każdy myślący człowiek potrafi wyciągnąć wnioski. Jeżeli są rozwiązania przyjmowane, które w ocenie pana prezydenta są po prostu szkodliwe, to oczywiście nie jest wtedy bierny i nie przechodzi nad tym do porządku dziennego" - powiedział prezydencki minister.

Związkowcy szukają w prezydencie sprzymierzeńca

Związkowcy szukają w prezydencie sprzymierzeńca w negocjacjach z rządem, który, ich zdaniem, planuje niekorzystne dla systemu oświaty reformy. Chodzi o proponowane przez MEN zmiany w ustawie o systemie oświaty i w ustawie Karta Nauczyciela. Nowelizacje zakładają m.in. odebranie niektórych zadań kuratoriom i przekazanie ich do samorządów.

MEN proponuje także zmianę przepisów dotyczących tygodniowego pensum nauczycieli, czyli obowiązkowych tzw. godzin tablicowych. Zgodnie z nią, samorządy mogłyby zwiększyć wymiar pensum z 18 godzin do maksymalnie 22, uwzględniając m.in. lokalne uwarunkowania i liczbę uczniów w klasie.

"Proponowane zmiany, zawarte w projektach nowelizacji, z punktu widzenia przyszłości polskiej edukacji są niebezpieczne. Nie podzielamy stanowiska rządu, że w każdej kwestii o wszystkim powinien decydować samorząd. Wychodzimy z założenia, że samorząd nie podoła tym zadaniom, które Ministerstwo Edukacji Narodowej próbuje przerzucić na jednostki samorządu terytorialnego w zakresie organizacji, doradztwa, nadzoru, kontroli nad jakością, łącznie z tym, że dyrektorzy szkół byliby odpowiedzialni za programy nauczania" - powiedział po spotkaniu z prezydentem prezes ZNP Sławomir Broniarz.

W poniedziałek, na żądanie ZNP, MEN wycofało z konsultacji społecznych krytykowane projekty. Związkowcy nie są jednak usatysfakcjonowani, bo rząd nadal chce zrealizować planowane przez siebie reformy. Po wtorkowym spotkaniu z zarządem ZNP, prowadzący negocjacje minister z kancelarii premiera Michał Boni powiedział, że rząd nadal ma zamiar forsować możliwość podniesienia pensum nauczycieli i nie ma zamiaru utrzymać ich uprawnień emerytalnych. Prezydium zarządu ZNP podjęło w związku z tym decyzję o manifestacji 1 września w Warszawie.