Zmiana prawa Rząd chce dokonać kolejnego wyłomu w reformie emerytalnej. Po górnikach na wcześniejsze emerytury, wyliczane po 2008 roku według starych zasad, mają przechodzić osoby pracujące w tzw. szkodliwych warunkach.

W przygotowanym przez rząd projekcie ustawy zmieniającym od 2009 roku sposób obliczania rent z tytułu niezdolności do pracy znajduje się też propozycja dotycząca zmian w sposobie obliczania emerytur. Dotyczy osób pracujących w tzw. szkodliwych warunkach. Rząd chce, aby ZUS wyliczał im nawet po 2008 roku świadczenie na starych, korzystniejszych zasadach. Będzie to w latach 2009 - 2020 kosztować ponad 27 mld zł.

Możliwość skorzystania z wcześniejszej emerytury, nawet po 2007 roku, dla wybranych osób urodzonych w latach 1949 - 1968 dopuszcza m.in. art. 184 ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz.U. z 2004 r. nr 39, poz. 353 z późń. zm.). Osoby te muszą jednak na koniec 1998 roku legitymować się wymaganym okresem zatrudnienia w tzw. szkodliwych warunkach (najczęściej 15 lat) i odpowiednim stażem ubezpieczeniowym (co najmniej 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn). Nie mogą też należeć do II filara. Uprawnionych do tego rodzaju świadczeń jest około 200 tys. osób.

Taką osobą może być na przykład kobieta urodzona w 1960 roku, która w 1998 roku miała 20-letni staż (jego cześć mogą stanowić tzw. okresy nieskładkowe, czyli np. studia) w tym 15 lat na kolei. Skończy 55 lat (obniżony wiek emerytalny) w 2015 roku. Wtedy będzie mogła skorzystać z wcześniejszej emerytury.

Według obecnych przepisów od 2009 roku ZUS powinien obliczać ich świadczenie na nowych zasadach, czyli przez podzielenie środków zgromadzonych na koncie ubezpieczonego przez tzw. dalszą długość trwania życia. Ta metoda jest dla ubezpieczonych mniej korzystna. Dlatego w okresie przejściowym (do 2014 roku) miały być przyznawane tzw. emerytury mieszane obliczane częściowo na nowych, a częściowo na starych zasadach. Później stare emerytury miały definitywnie zniknąć.

Jednak rząd proponuje, aby osoby przechodzące na emerytury na podstawie wymienionego art. 184 miały ją obliczaną bez względu na moment skorzystania na obecnych zasadach, które uwzględniają wysokość kwoty bazowej, lata składkowe i nieskładkowe czy tzw. podstawę wymiaru. W konsekwencji, jeśli zapisały się do OFE, będą mogły z niego wystąpić. Będzie to dla nich korzystniejsze, ale zapłacą za to pozostali ubezpieczeni w ZUS. Już od 2012 roku rozwiązanie to ma kosztować ponad 2 mld zł. Łącznie, tylko w ciągu najbliższych 13 lat, jego koszt sięgnie 27,3 mld zł. Oprócz kosztów, taki sposób obliczania emerytur kłóci się z wprowadzoną w 1999 roku reformą emerytalną.

- Rząd planuje kolejny wyłom w reformie - ocenia prof. Marek Góra, jej współtwórca.

Najpierw z nowego systemu w 2005 roku wyłączyli się górnicy. Wywalczyli sobie bezterminowe prawo do przechodzenia na wcześniejsze emerytury obliczane według starych zasad. Prof. Góra tłumaczy, że obecna propozycja też jest wyjątkowo szkodliwa. Wyjaśnia, że może prowadzić do eskalacji żądań kolejnych grup, które będą się domagać objęcia specjalnymi rozwiązaniami.

Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan, tłumaczy, że wyższe świadczenia będą też zachęcać wiele osób do korzystania z prawa do wcześniejszego opuszczania rynku pracy. A już obecnie Polska ma najniższy w UE odsetek pracujących starszych osób.

- W Polsce pracuje zaledwie 28,1 proc. osób w wieku 55 - 64 lata - podkreśla Mordasewicz.

Dla porównania średnio w krajach UE pracuje 43,5 proc. takich osób, a na przykład w Szwecji 69,6 proc., a w Czechach 45,2 proc.

27,3 mld zł ma kosztować przyznanie emerytur dla pracujących w szkodliwych warunkach

Bartosz Marczuk

bartosz.marczuk@infor.pl